Zaskoczenia małe i duże - kolekcja Q1 2015, Yankee Candle.

No heeej! :-)
Teraz już przesadziłam, wiem... nie było mnie milion lat, ale dzisiaj jestem. Postanowiłam, że dzisiaj już MUSZĘ napisać. Dlaczego? A bo dzisiaj mija 2 lata odkąd założyłam bloga ;-) wiem, że ostatnio go bardzo zaniedbuję i powinnam ten czas skrócić o co najmniej pół roku, no ale... Nie ma się co dziwić, moje dziecko kończy dwa lata, więc przeżywa bunt dwulatka a jego mamusia wraz z nim. Nie będę obiecywać poprawy, bo niewiele to wniesie do rzeczywistości, jak będę pisać to będę pisać. Mam nadzieję jednak, że częściej niż teraz.

No ale o czym ja to miałam... a tak!
Kiedy tylko upewniłam się, że mam odpowiednią ilość gotówki w portfelu i że w Zielonej Mydlarni są już dostępne woski z kolekcji Q1 szybko po nie pobiegłam. :)
W skład kolekcji wchodzą trzy zapachy, każdy można powiedzieć z innej bajki i jak się okazuje bajka w którą najbardziej wierzyłam okazała się bujdą...


Aloe Water - zapach do którego od początku miałam mocno, ale to bardzo mocno sceptyczne nastawienie. Dlaczego? Bo nie bardzo lubię zapach aloesu, a dodatkowo dowiedziałam się, że pachnie arbuzem, którego zapachu już w ogóle nie znoszę. Odpaliłam go jednak jako drugiego, pierwszy był Shea Butter. Ciekawość tego aloesowego arbuza nie dawała mi spokoju. Co się okazało? Nic więcej jak tylko to, że okazał się on być moim ulubieńcem z całej serii. Bardzo odświeżający, wodny, delikatny zapach. Oprócz tego, że faktycznie czuć w nim arbuza to przebija się... ogórek. Do puli szczęścia i zadowolenia z wosku dorzucam, że mały kawałek paliłam 3 razy po kilka razy i za każdym razem dawał tak samo mocno! Ech.. gdyby mnie było stać na świecę. ;-)

Cassis - kolejne zaskoczenie, tyle że... mniej przyjemne a właściwie w ogóle nieprzyjemne. Naprawdę wiązałam z tym zapachem ogromne nadzieje, od początku plasował się na pierwszym miejscu moich chciejstw. Już czułam zapach porzeczek, które naprawdę bardzo lubię. Po zdjęciu folii poczułam jednak tanie mydło, a po odpaleniu? Po odpaleniu nie poczułam prawie nic. Ze świeżych porzeczek nici, z mojej miłości do tego wosku też.

Shea Butter - wosk, który poszedł na pierwszy ogień dzięki mojemu teściowi, bo stwierdził że na sucho ładnie mu pachnie. Towarzyszył mi przy ubieraniu choinki ;-) jest to zapach bardzo ciężki do opisania, może dlatego że nie do końca wiem jak pachnie masełko shea. Jest to na pewno zapach mocno perfumowany, nie pogniewałabym się gdyby tak pachniał jakiś balsam do ciała lub żel pod prysznic ;-) dla niektórych może być zbyt intensywny, bo nawet mnie po pewnym czasie zaczął męczyć.

Jak widać moje oczekiwania znacznie różniły się od tego co YC zafundowało mi na wiosnę. ;-)

A Wy macie chęć na jakieś zapachy z kolekcji Q1? A może już je macie? Co o nich sądzicie?

Do przeczytania, trzymajcie się! ;*

Po raz drugi przyszedł do mnie Blogowy Mikołaj!

Ho, ho, ho! ;-)
To już druga edycja Blogowych Mikołajek u Natii, w których miałam ogromną przyjemność brać udział. W zeszłym roku bawiłam się świetnie zarówno przygotowując swoją paczkę dla wylosowanej osoby jak i czekając na swoją, dlatego nie zastanawiałam się długo kiedy pojawiły się zapisy na drugą edycję Mikołajek.
Tak samo jak w zeszłym roku wielką frajdę sprawiło mi przeszukiwanie bloga osoby dla której miałam być Mikołajem, w poszukiwaniu prezentu dla niej idealnego. W tym roku wszystko wyszło jeszcze lepiej, bo miałam okazję swój prezent wręczyć Ani osobiście! :) 

No ale przejdźmy teraz do mojej paczki.


W dniu w którym przyszła do mnie paczka byłam akurat w pracy na drugą zmianę i kiedy tylko chłopak powiedział mi, że coś do mnie przyszło miałam ochotę urwać się i biec zobaczyć co to jest! Przez cały wieczór siedziałam jak na szpilkach, ale czekanie opłaciło się!
Kiedy tylko ją otworzyłam stwierdziłam jedno... w tym roku musiałam być naprawdę grzeczną dziewczynką!
Zacznijmy od tego kto dla mnie przygotował paczkę, a no nikt inny jak tylko sama organizatorka Blogowych Mikołajek! Natalia chyba idealnie wiedziała czego potrzebuję, bo trafiła w 100% w mój gust.

A co dokładnie znajdowało się w paczce? ;-)


Szampon i balsam do włosów na kwiatowym propolisie zapewniający puszystość i lekkość. Kurcze! Od dawna miałam chęć na te rosyjskie cuda Agafii, ale jakoś nie po drodze było mi je kupić a tu nagle dostaję je wprost do moich łapek. Nic tylko używać.
Moje pierwsze spostrzeżenia? Pięknie pachną! Jak kosmetyki dla dzieci Nivea. ;-D


Jakby było mi mało rosyjskich kosmetyków to dostałam jeszcze maskę regeneracyjną do włosów farbowanych. Oj tak, to jest dokładnie to czego moim włosom potrzeba, aż się bardziej kręcą na samą myśl o tym co już niedługo im zaserwuję.


No a pulę szczęścia dopełniły dwa lakiery Sally Hansen... idealnie dopasowane kolorystycznie do mojego bloga!
W paczuszce nie zabrakło też czegoś słodkiego jak to na paczkę od Mikołaja przystało.

Natii, dziękuję Ci bardzo, bardzo, bardzo za skompletowanie tak idealnie wpasowującej się w moje potrzeby, upodobania i gust paczki. Sama nie wiem czy wybrałabym dla siebie tak dobrze kosmetyki.
No i dziękuję za zorganizowanie całej tej akcji, w której będę brała udział jeśli tylko będą kolejne edycje! ;-)

A do Was przyszedł już Mikołaj? ;-)

10 rzeczy, które robię kiedy nie piszę bloga.

Cześć moi Kochani! 
Wita się z Wami córka marnotrawna, która powoli zapominała już jak to jej dziecko internetowe wygląda, ale wracam. Co prawda post szybki i bez konkretnej tematyki, ale pojawia się głównie po to byście wiedzieli, że żyję i ciągle o blogu pamiętam ;-)

Jest mi niezmiernie miło, że ciągle dostaję pytania o to kiedy pojawi się coś nowego, jeszcze milej jest mi dlatego, że codziennie mimo mojej nieobecności wyświetlenia na moim blogu są bliskie 200, kiedyś nie zdarzało się to nawet w trakcie mojej dużej aktywności na blogu.

No ale do rzeczy, post trochę z przymrużeniem oka, przynajmniej ja go tak traktuję :-)




1. Jeżdżę na rowerze! Kiedyś lubiłam, ale nigdy nie chciało mi się ruszyć szanownego tyłka z fotela, albo nie miałam z kim, teraz nadal mi się nie chce, ale przynajmniej mam z kim a to już jakaś część sukcesu.
2. Oddaję się w ręce mojego prywatnego fryzjera ;-)
3. Przyjmuję prezenty od mojego fryzjera. No i to nie jest jeszcze ten Pierścień Mocy, na ten przyjdzie jeszcze czas.
4. Pracuję! No i to jest coś co pochłania mnie najbardziej, tak... jestę kasjerę, ale nawet to wymaga mnóstwa zaangażowania.
5. Cieszę się jesienią, kiedy mam wolną chwilę to uwielbiam się nią delektować, w końcu to moja ulubiona pora roku.
6. Myję włosy i robię im zdjęcia.. czasem. Oczywiście to drugie czasem, choć to pierwsze... też.
7. Farbuję włosy, próbowałam nowej farby, wyszła nieźle!
8. Ćwiczę! Kochanego ciałka nigdy za wiele, dlatego robię to umiarkowanie często :P
9. Robię sobie selfie, bez tego bym nie przeżyła! ;-D
10. Zmieniam okulary, bo te z Firmoo... rozdeptałam ;-(

No i to chyba na tyle dzisiaj. Mam nadzieję, że choć w maleńkiej części wynagrodziłam Wam moją ponad miesięczną nieobecność, postaram się znaleźć więcej czasu i częściej skrobnąć coś nieco bardziej wartościowego.
Póki co życzę Wam dobrej nocy!

Trzymajcie się cieplutko ;-* 

Owocowa rozkosz dla zmysłów. Małpi Gaj, wosk handmade od Scented.pl

Zapracowana blogerka marnotrawna wraca do Was w ten nieco szary, czwartkowy wieczór by podzielić się z Wami porcją soczystych owoców. Niekoniecznie do zjedzenia, choć te są jak najbardziej wskazane, ale do rozkoszowania się ich pięknym zapachem, który skutecznie rozjaśni takie bure, jesienne dni jak dzisiejszy.
Tą przepyszną porcją owoców podzieliła się ze mną Dagmara ze sklepu Scented.pl


Kiedy tylko na facebooku zobaczyłam te maleńkie cuda stwierdziłam, że chcę mieć je wszystkie. Teraz, już, natychmiast... więc nie zastanawiałam się nawet sekundy kiedy Dagmara zaproponowała mi przetestowanie kilku wariantów.
Na pierwszy ogień poszedł Małpi Gaj, który trochę mnie zaskoczył, a raczej ja sama siebie zaskoczyłam podejściem do tego zapachu. Dlaczego? Bo za owocowymi nie przepadam. Jeśli mam być szczera to nie wierzyłam w działanie tych wosków, stwierdziłam że pewnie będą pachnieć albo bardzo krótko, albo bardzo słabo, albo wcale. No cóż... delikatnie mówiąc to się pomyliłam ;-)


Małpi Gaj jest zapachem mocno owocowym, soczystym, wręcz kipią z niego owoce. Bardzo mocno czuć banana, jest on niemalże na pierwszym planie, ale w tle można bardzo dobrze wyczuć między innymi grapefruita, który delikatnie równoważy słodycz banana. Zapach jest nie do opisania, jest tak cudowny i tak naturalny, że gdybym nie wiedziała że to wosk to szukałabym sałatki owocowej w domu.
A jak z intensywnością? Zaskoczyła mnie, jest bardzo dobrze wyczuwalny a przy tym nie duszący, delikatnie wypełnia pokój i otula swoim zapachem.Utrzymuje się w powietrzu naprawdę bardzo długo.


Oprócz Małpiego Gaju w moje ręce wpadły cztery inne woski. Czyż nie są urocze? Teraz w kominku topi się sernik z jagodami o którym też postaram się niedługo napisać.

Kuszą Was takie nowości woskowe? Jeśli tak to możecie je kupić na Scented.pl oczywiście ;-)

PS Fakt iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.

Prezentów tak dużo! Gifty z Wakacyjnego Spotkania Blogerek Urodowych.

Obiecałam drugą część, więc jest i druga część.
Oprócz tego, że na spotkaniu we Wrocławiu było coś dla ducha, czyli możliwość poznania wspaniałych dziewczyn, to organizatorki zadbały o to by było coś dla ciała.


Sponsorzy zadbali o nas kompleksowo, o nasze włosy, dłonie, stopy, o wszystko! ;-) no i zadbali też o to byśmy stylowo mogły wychodzić na zakupy. Niech każdy wie, że ma do czynienia z blogerką, a co!
No ale po kolei...z góry ostrzegam, że będzie duuużo zdjęć!


Oceanic zadbał o nas zarówno o moją twarz jak i ciało ;-) kremy AA oddałam teściowej, resztę będę oczywiście testować!


Zawsze chciałam wypróbować coś od Love Me Green, w końcu się uda i to szampon <3


Soraya nie tylko zadbała o pielęgnację naszej twarzy, ale także o jej upiększenie! No i nie tylko o twarz, do ciała też coś się znajdzie.


Żel Białego Jelenia całkowicie mnie zauroczył. Lubię mieć dużo kosmetyków, ale nie lubię ich używać, tutaj mam 3w1!


Od Forte Sweden dostaliśmy pięknie pachnące mydło w płynie i żel pod prysznic. ;-)


O piękny uśmiech blogerek zadbał Atos M.M ;-)


Clarena dorzuciła od siebie krem do stóp ze srebrem i krem do twarzy z kawiorem ;-) soł ekskljuziw!


allepaznokcie.pl zadbało o wygląd naszych paznokci, pilniczek zawsze się przyda a termiczny lakier to ciekawe urozmaicenie ;-)


Laura Conti zadba o moje paznokcie i usta, oj przyda mi się to teraz, przyda!


Quiz Cosmetics idealnie trafił w moje potrzeby, bo puder mi się kończył no i w ogóle kolorówki nigdy za dużo!


Oczywistym jest, że najlepiej zacząć dbać o siebie od środka, dostałyśmy więc od BS Farm suplementy na włosy, skórę, paznokcie i... biust.


Oprócz tego do testów dostałam także czysty kolagen od Noble Medica. Na wstępie zaznaczę, że śmierdzi okropnie! ;-D


Nikwax postanowił zadbać także o skórę naszych... butów :-D



Babeczkę do kąpieli oraz kupon rabatowy otrzymałyśmy od Cosmetic-Service. ;-)


Mam też szansę przetestować magiczną ściereczkę Glov!


No i na sam koniec osławiona sól do kąpieli od Salco!


Jak widać mam rzeczy do testowania na długi, długi czas! Wszystkim sponsorom bardzo dziękuję.

Może jest coś o czym chcecie poczytać najpierw? ;-)

Wakacyjne Spotkanie Blogerek Urodowych we Wrocławiu, 30 sierpnia 2014, relacji część I

Witajcie Kochani,
ostatnio nie mam czasu siedzieć w internetach, bo większość czasu zajmuje mi normalne życie, jednak całkowicie z blogowania oczywiście nie rezygnuję ;-) przemawia za tym między innymi fakt, że przeniosłam blogowanie o poziom wyżej i postanowiłam poznać niektóre blogerki osobiście, udało mi się to dzięki spotkaniu, które odbyło się kilka dni temu we Wrocławiu. ;-)


Spotkanie miało miejsce jak można się domyślić, we Wrocławiu :-D to był mój pierwszy Wrocławski raz, więc trochę się obawiałam, ale z racji tego, że ruszałam z Katowic razem z Dominiką, to czułam się jakoś pewniej. Dokładnym miejscem naszego spotkania była herbaciarnia K2, do której chętnie bym wróciła, nie tylko dlatego że bardzo dobrze mi się teraz kojarzy, ale dlatego, że to miejsce bardzo klimatyczne i ma świetną lokalizację, bo w samym Wrocławskim rynku.


Na spotkanie dotarłyśmy ostatnie, przywitane gromkim 'naaaareszcie' :-D no cóż.. K2 okazała się być bardzo ukrytym miejscem a Wrocławianie nie znali Wrocławia. Na dzień dobry otrzymałyśmy niezwykle urocze przypinki, które są świetną pamiątką no i na samym spotkaniu ułatwiały nam życie.


Nigdy nie byłam na takim spotkaniu, więc nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, co się tam robi i jak się zachować, okazało się jednak, że organizatorki nie pozwoliły nam się nudzić na pierwszy rzut poszła zabawa, w której to każda z nas otrzymała kartkę z nazwą swojego bloga, miała za zadanie napisać o sobie kilka słów a następnie kartka ta wędrowała pomiędzy wszystkimi uczestniczkami i każda z nas drugiej osobie pisała coś od siebie ;-) 


Jak widać po uśmiechach wszystkie się świetnie bawiłyśmy ;-)


Skupienie i konsultacje... w końcu to nie taka prosta sprawa! 


Następna zabawa polegała na narysowaniu osoby, której imię wylosowałyśmy, mnóstwo kredek, flamastrów i można poczuć się znów jak dziecko! ;-)


Skupienie przy losowaniu! 


Dziękuję Marysiu, mimo wszystko wyszło pięknie, wybaczam Ci nawet brak loków... 


Ja natomiast nigdy nie wykazywałam talentów plastycznych... wybacz Kinga!


Dziewczyny urządziły sobie wymiankę kosmetyków, ja niestety nie miałam co zabrać więc tylko bacznie się przyglądałam :-D 


Był też czas na sweet focie z Mielonką <3 


A później już było to co Króliczki, tfu! Blogerki lubią najbardziej.. gifty! ;-)


Więcej giftów... 


I jeszcze więcej giftów... :-)


Dla odważnych było nawet pięciokilogramowe wiaderko soli, no cóż.. aż żal o to nie zawalczyć. 


Kilka odważnych ujawniło swe talenty pisarskie, ale wiaderka były tylko dwa, więc biedne, przegrane musiałyśmy się pocieszyć kilogramem... 


Zdjęcia z giftami muszą być ;-)


Z tymi też rzecz jasna.. 


Magiczne ściereczki Glov.


No i urocze, ekologiczne torby! 


A sprawcami całego zamieszania były te dwie, śliczne, młode i przesympatyczne dziewczyny. Dziękuję przepięknie za zorganizowanie tak cudownego spotkania, było CUDOWNIE. ;-) Maleńkie.. jesteście wielkie! 

A na spotkaniu pojawiły się:

Patii: patii.pl
Patrycja: clumsywords.pl
no i ja ;-)

Dziękuję dziewczyny, było super! Mam nadzieję, że jeszcze uda nam się spotkać i poznać nieco bliżej. 
A Was moi droczy czytelnicy zapraszam na część drugą posta o prezentach jakie dostałyśmy. 

Buziaki ;*

Tu na pierwszym planie czuję świeże pranie. Clean Cotton, Yankee Candle.

Wszystko co dobre szybko się kończy, kończą się więc i woski, które otrzymałam od sklepu internetowego Scented.pl. Zostały mi dwa ostatnie z czego jeden to Spiced Orange a drugi to Clean Cotton, do takiej pogody jaka była dzisiaj  zdecydowanie bardziej pasował mi świeży zapach bawełny niż rozgrzewająca pomarańcza.


Dlaczego skazałam ten zapach na straty i w sumie niewiele się pomyliłam? ;-)
Osoby, które mnie znają trochę lepiej wiedzą jak reaguję na zapach proszku do prania.. wiedzą, że nienawidzę świeżo wypranych rzeczy, nienawidzę stoisk w sklepach z proszkami do prania, duszą mnie i ogólnie gryzą w nos i irytują, wiedziałam więc że eksperyment z tym bawełnianym woskiem nie może się udać!
Miałam jednak jeszcze ciut nadziei, bo wosk Soft Cotton z linii Simply Home przypadł mi do gustu bardzo, bo był taki.. cieplutki i otulający. Jednak ten wosk to zupełnie coś innego, nie jest aż tak praniowy jak Fluffy Towels, ale jest. W tle czuć gdzieś jakąś nutkę cytrusową o ile mnie mój alergiczny nos nie myli, co może trochę ratuje całość, ale nie do końca. Jeśli chodzi o intensywność to jest przeciętna, do killerów to on nie należy, ale jest wyczuwalny, czuć go dość długo w pomieszczeniu nawet po zgaszeniu. Nie jest bardzo zły, pokuszę się o stwierdzenie, że jest przyjemny ale jednak nie są to moje klimaty.
Dla osób rządnych świeżości, zapachu prania i czystego domu to proszę bardzo - kupujcie i nie krępujcie się! Ja jednak podziękuję, choć nie mówię że więcej go nie odpalę, bo czasami i ja mam takie zboczenie, że przez sekund kilka pranie sobie niuchnąć lubię.
Nie muszę Wam przypominać, że wosk ten możecie kupić na stronie sklepu Scented.pl. Skoro jesteśmy już w temacie to pochwalę się, że dostałam propozycję przetestowania wosków handmade właśnie od tegoż sklepu. Nie mogę się doczekać aż dostanę je w swoje łapki, przetestuję no i oczywiście zdam Wam relację!

Piszcie mi szybciutko czy mieliście ten wosk i dlaczego Wam się nie podoba... no albo podoba ;-)

Moje pierwsze szczytowania

Kochani, nie było mnie całe wieki... ale nie zapomniałam o moim blożku, o nie! :-) cały czas jesteście gdzieś z tyłu mojej głowy, pamiętam o Was jak i moim małym internetowym dziecku! :-D
Co za dużo kosmetyków to niezdrowo, co? No to dzisiaj będzie o czymś zupełnie innym.

Jestem leniem, o tym wiedzą chyba wszyscy, którzy znają mnie lepiej lub gorzej. Jestem co prawda nadaktywna na trasie fotel-lodówka, ale to nie o to chodzi. Moje lenistwo nie robi dobrze ani mojej kondycji, ani figurze (choć koło to też figura, zapewniam Was!). Jakimś cudem jednak zdołałam się wkulać na dwie góry w ciągu tygodnia... jak do tego doszło? Sama nie wiem ;-) Zapraszam na małą relację, ostrzegam przed ilością zdjęć! ;-D

31/07/2014 -  Skrzyczne (1257 m.n.p.m)


Kiedy padła propozycja pojechania do Szczyrku byłam zadowolona, nigdy nie byłam, fajnie zobaczyć coś nowego, bo czemu nie? Jednak kiedy usłyszałam o pomyśle wchodzenia na jakąkolwiek górę entuzjazm mi minął, dlaczego? Bo moja kondycja jest na poziomie -1, bo tak wstyd, bo nie dam rady. Kiedy zobaczyłam jaka jest pogoda (mgliście, zimno, mokro) zwątpiłam całkiem. Jednak skoro już się zgodziłam to trzeba jakoś podołać ;-)


Męczyłam się okropnie, po dwóch krokach miałam wrażenie, że kolana się pode mną uginają. Marudziłam, oj marudziłam okropnie! Jednak ten oto wyżej (<3), mobilizował mnie do tego żebym się nie poddawała. ;-) dziękuję ;*


Sama nie wiem jakim cudem dotarłam do schroniska, wiem jednak że byłam z siebie ogromnie dumna, bo dałam radę. Pogoda była coraz gorsza, padało, było mokro a ja byłam zupełnie nieprzystosowana pod względem ubioru... miałam trampki i bluzę. 
Zamiast przestać padać padało jeszcze mocniej, zaczynało okropnie grzmieć a mgła była tak gęsta, że nie widać było palca centralnie przed nosem. Jednak trzeba było jakoś zejść na dół.


O widokach niewiele mogę powiedzieć, bo... jedynym widokiem była mgła. ;-) droga powrotna męczyła nieco mniej, jednak pogoda znacznie utrudniała sprawę. Kamienie były śliskie, trzeba było być niesamowicie ostrożnym. Marzyłam by zejść już na dół, w tej chwili mówiłam - NIGDY WIĘCEJ!


Droga praktycznie do samego dołu wyglądała tak samo, było mlecznie.


Niżej nieco się przejaśniało, ale i tak nie było warunków do tego by nacieszyć oko. Sama nie wiem jakim cudem dotarłam na sam dół. Byłam cała mokra, chyba jedynie miejsce w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę pozostało suche, choć w fazie końcowej nawet i tam byłam mokra, ale wiecie co? Byłam.. szczęśliwa! Dumna z siebie, zadowolona i chciałam jeszcze, jeszcze i jeszcze! ;-) 

09/08/2014 - Góra Żar ( 761 m.n.p.m)


Na to jeszcze nie musiałam zbyt długo czekać, bo ledwie ponad tydzień ;-) zaczęło się całkiem miło, bo od przechadzania się brzegiem Jeziora Międzybrodzkiego, którego okolice są niezwykle urokliwe! 


Miało być jednak o szczytowaniu, więc wybraliśmy się na Górę Żar. Już po drodze byłam zachwycona widokami, które naprawdę były niesamowite!


Droga do samej góry była lepsza niż 90% polskich dróg. ;-) niemniej jednak szło się okropnie, bo na Górze Żar, żar lał się z nieba. Zostałam skwarkiem. 
Butelek toczących się pod górę nie uświadczyliśmy, ale może następnym razem? ;-) tak! Zakładam następny raz. 


Męczarnie związane z warunkami atmosferycznymi wynagradzały niesamowite widoki po wejściu na górę. Nie chciałam schodzić, było... pięknie! 


Znów widoki..


Niedaleko było lotnisko, więc szybowców i paralotni był dostatek ;-)


Chyba nigdy nie byłam w miejscu gdzie było piękniej! 


Reasumując... mimo, że Góra Żar jest zdecydowanie niższa i droga była zdecydowanie lepsza to mniej zmęczyła mnie droga na Skrzyczne. 
Kiedy teraz sobie siedzę, myślę że chętnie wtoczyłabym się pod kolejną górę, ale chyba nie chcę aby to zaważyło na moim związku, mój facet chyba ma już dość mojego marudzenia, mówię Wam! Niemniej jednak jestem z siebie bardzo, bardzo dumna, że podołałam.

Lubicie aktywny wypoczynek, czy wręcz przeciwnie? ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...