Taki brzydki, że aż ładny! The Garden of Colour, nr 79.

Obiecałam powrócić do regularnego pisania to wracam. ;-) dzisiaj sobotni, lakierowy post. Przyznam się szczerze, że ostatnio żadnych wymyślnych zdobień nie tworzyłam, bo nie miałam jakoś czasu a tym bardziej ochoty, więc noszę jeden kolor a od dwóch dni nawet koloru nie mam tylko odżywkę! 
Jednak nie o tym miałam mówić. Jakiś czas temu wpadło mi sporo nowych lakierów a, że nie lubię nie wiedzieć jak sprawuje się coś co mam to szybko poszły w ruch, tym razem o kolejnej nowości czyli o lakierze Garden of Colour, nr 79. 

To zdjęcie najlepiej oddaje jego kolor.

Lakier ten jest bardzo oryginalny i na pewno nie każdemu się spodoba. W moim przypadku na początku nie było do niego zbyt dużej sympatii, zdecydowanie bardziej wolę lakiery jasne, żywsze i bardziej.. kolorowe. Ten szarobury brzydal nie złapał mnie za serce więc postanowiłam go postawić na półce i poczekać na jesień i wtedy znaleźć dla niego miejsce na paznokciach. 
Jednak moja ciekawość wygrała i postanowiłam go wrzucić i z nadzieją, że trwałość będzie kiepska ponosić dzień i zmyć... wtedy zaczęła rodzić się miłość.
Pod względem użytkowania buteleczka jest bardzo fajna, doceniam pomysł producenta by nie robić gładkiej zakrętki. Znacznie łatwiej się operuje taką jak jest czyli z takimi hm... paseczkami.


Wracając do miłości. Pierwsza fala uczucia przyszła kiedy przejechałam pędzelkiem po paznokciu. Niby taki wąski, niby taki nie mój a taki dobry! To pewnie dlatego, że jest świetnie dopasowany do nie za gęstej ani nie za rzadkiej konsystencji. Pędzelek gładko sunie po paznokciu pozostawiając na nim lakier, jednocześnie nie pozostawiając smug.
Kolejny zachwyt nastąpił w momencie krycia, ponieważ już jedna warstwa byłaby wystarczająca, ale przez moje zboczenie warstwowe i chęć ukrycia ogromnej różnicy kolorystycznej między płytką paznokcia a wolnym brzegiem musiałam położyć warstwy dwie! 


Po tych dwóch warstwach wyglądał tak. Nie patrzymy na zażółcone skórki, które odbarwiły się przy poprzednim mani. 
Jeśli chodzi o schnięcie to raczej standardowe, na pewno nie było jakieś megaszybkie (jeśli chodzi o pierwszą warstwę, bo na drugą dałam top przyspieszający schnięcie), ale nie było też bardzo powolne. Kilka minut i można ruszać na podbój świata! :-D


No i tak na koniec powiem, że mój plan "zmyję go szybko, bo pewnie i tak się nie utrzyma" poszedł się kochać, bo lakier trzymał się bezbłędnie 5 dni i zmyłam go, bo.. mi się znudził. ;-) 
W międzyczasie zdążyłam się w nim zakochać, w jego oryginalności, dziwności i brzydocie. 

Ale się spisałam! Chyba brakowało mi blogowania! :-)

Jak Wam się podoba? Lubicie takie kolory? 

Cudowny granat z kropelką fioletu. Essence, nr 180, it's raining men!

Od zawsze z ciemnych lakierów lubiłam tylko czarny, jakoś tak nie czułam się zbyt dobrze granatowych czy bordowych kolorach. Teraz wydaje mi się, że chyba trafiałam na nieodpowiednie. Moje odczucia odnośnie ciemnych lakierów zmieniły się w momencie kiedy w moje ręce wpadł Essence, nr 180, it's raining men!


It's raining men! To głęboki granat z kropelką fioletu, który rozświetlony jest różowo-fioletowym shimmerem. Zdjęcie naprawdę nie oddają całego jego uroku! Jest przepiękny, przewidywalny a jednocześnie bardzo wielowymiarowy.
Jego konsystencja jest bardzo fajna, jak z resztą we wszystkich lakierach Essence, bardzo je za to lubię, jest gęsta i lakiery są bardzo dobrze hm.. napigmentowane, dzięki czemu przy tym lakierze jedna warstwa naprawdę wystarcza.


Z konsystencją świetnie współgra szeroki i płaski pędzelek, którym bardzo fajnie operuje się przy malowaniu. Z racji tego, że jest delikatnie zaokrąglony na końcu można łatwo dojechać do skórki nie brudząc jej przy tym (choć mi udało się to tylko na dwóch paznokciach! Ale to dlatego, że okropnie trzęsą mi się ręce). Dodatkowo bardzo szybko schnie, dosłownie dwie-trzy minuty a lakier jest już całkiem suchy. ;-)


Szpan na Nikona ;-D
Na zdjęciu paznokcie pokryte są dwiema warstwami + top. 

Jeśli chodzi o trwałość lakieru to jest bardzo dobra, w stanie idealnym utrzymał się na paznokciach przez 4 dni, po tym czasie zaczął odpryskiwać, ale wydaje mi się, że to i tak całkiem niezły wynik.


A to zdjęcie oddaje go chyba najlepiej, jest cudowny! Chociaż błysk prawdopodobnie zawdzięczam topowi.
Jedyne co mnie w nim denerwuje to fakt, że ciężko go domyć, pomijając fakt, że trzyma się mocno z racji posiadania brokatowego shimmera, to kiedy już wystarczająco zmięknie, po przyłożeniu płatka okropnie się rozmazuje, barwi skórki, palce. Jednak za efekt jaki daje będąc na paznokciach wybaczam mu wszystko.

Jak Wam się podoba, lubicie ciemne lakiery? ;-)

Zakochanie od pierwszego pomalowania. Golden Rose, Matte Velvet, nr 102.

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami opinią o lakierze, w którym zakochałam się od pierwszego spojrzenia można powiedzieć, a miłość wypełniła się w momencie kiedy zobaczyłam go na swoich paznokciach, już wiedziałam, że to nie pierwszy raz kiedy na nich zagościł.


Już w buteleczce widzimy z jakim lakierem mamy do czynienia, ponieważ i ona jest satynowa, cała oprawa butelki utrzymana jest bardzo w stylu Golden Rose. Kolor to taki trochę jeansowy niebieski, mi on się bardzo spodobał i zapoczątkował moją miłość do niebieskich lakierów, za którymi tak naprawdę nigdy nie przepadałam.


Pędzelek jest bardzo cienki, co na początku trochę mnie zmartwiło, ponieważ osobiście wolę pędzelki dość grube. W tym przypadku jednak nie miało to większego znaczenia, ponieważ bardzo dobrze się nim operuje, świetnie współgra z konsystencją lakieru, dzięki czemu bardzo łatwo jest pokryć płytkę paznokcia nie brudząc przy tym skórek.
Wyżej wspomniana konsystencja jest dość gęsta. Lakier ma dość dobre krycie, myślę, że dwie warstwy w zupełności wystarczą, by dokładnie pokryć płytkę paznokcia. Ja nałożyłam trzy warstwy, by uzyskać jakby głębszy odcień.


Na paznokciach wygląda cudownie! Po prostu jestem zauroczona jego wykończeniem. Jak sama nazwa wskazuje jest aksamitny, nie jest typowo matowy, ale nie jest też błyszczący a w dodatku iskrzy się mnóstwem drobinek.
Do tego jego trwałość jest niesamowita, bo przy wykonywaniu różnych czynności, takich jak zmywanie, pielenie grządek, przesadzanie kwiatów, on bez problemu (i bez topu) wytrzymał prawie cały tydzień.
Dodam jeszcze, że lakier przy zmywaniu nie stwarza żadnych problemów, zmywa się bardzo dobrze i bardzo szybko.
Ja już poluję na inne odcienie z tej serii, bo ten mnie absolutnie zauroczył! ;-)

A Wam jak się podoba? Lubicie lakiery Golden Rose? 

Zgiń, odejdź, przepadnij dziwaku! Miss Sporty, metal flip 020.

Nie miałam zupełnie pojęcia o czym dzisiaj napisać posta, bo moje paznokcie są tak mocno niewyjściowe, że aż żal ściska wszystko co możliwe. Nie miałam jednak żadnego cudu techniki do paznokci, który chciałabym Wam jakoś wyjątkowo przedstawić to już poświęciłam Wasze oczy i postanowiłam pokazać Wam lakier. Trochę dziwny i na pewno nie dla każdego.
No i dodam jeszcze, że wsłuchując się w głos ludu i korzystając z chwili kiedy nie padało udałam się na zewnątrz i pstryknęłam fotki.


Już w buteleczce widać, że to dziwak, trochę taki nieprzewidywalny. Ma coś z zieleni, z fioletu, z niebieskiego. Wszystkiego po trochę. Chyba to najbardziej mnie w nim skusiło.Zakupiłam go chyba w listopadzie i od tamtej pory dzisiaj pomalowałam nim paznokcie trzy może cztery razy. Dlaczego? O tym będzie trochę niżej.
Pędzelek ma bardzo fajny, szeroki i płaski. Świetnie się nim operuje. Konsystencja lakieru dość lejąca, ale nie bardzo, łatwo się nakłada.


Brzmi fajnie, prawda? No, ale to by było na tyle tych pochwał. Schodki zaczynają się kiedy malujemy pierwszą warstwę, drugą... a tu nadal mało co na paznokciu widać. Krycie ma okropne! Co prawda trzy warstwy wystarczają by płytka nie prześwitywała, ale efekt z butelki to to nie jest, niestety.
Co jest najważniejsze w lakierze oprócz koloru? Dla mnie, jego trwałość. Tutaj lakier też wypada bardzo średnio. Przy poprzednich użyciach jeszcze nie było tak źle (mhmmmm :D), lakier wytrzymywał 2-3 dni, ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Zaczął odchodzić płatami po kilku godzinach a miałam na paznokciach zaledwie 3 cienkie warstwy i top.

Jak prezentuje się na paznokciach?



Jak widać całkiem niezły, te trzy zdjęcia to i tak mało by go oddać. Lubię poruszać dłońmi i patrzeć jak się zmienia, ale to chyba jedyne co w nim lubię, no i pędzelek. Żałuję, ze nie wzięłam innego odcienia z tej serii, byłby chociaż ładny.
Dzisiaj, tak jak pisałam wyżej ponosiłam go zaledwie kilka godzin i zaraz przemalowałam na mojego cudownego Essiaka, Super Bossa Nova. <3 to ten róż na poniższym zdjęciu.


Przy okazji chwalę się nowymi lakierowymi dziećmi, które dostałam od najlepszej Kasi świata. Dziękuję jeszcze raz Kochana! ;3

Jak Wam się podoba taki dziwak? Lubicie takie lakiery czy raczej nie?

That's what i mint! Essence Colour&Go, nr 146.

Cześć.
Dzisiaj przychodzę z recenzją, recenzją lakieru do paznokci, mojego ukochanego miętuska. To chyba pierwszy lakier, którego kupiłam drugą buteleczkę. 
Mowa tutaj o lakierze Essence Colour&Go, nr 146 that's what i mint! 


Długo szukałam idealnie miętowej mięty, wszystkie zawsze były albo za ciemne, albo za jasne, albo po prostu nie takie. Kiedy na półce zobaczyłam ten lakier, wiedziałam, że to mięta idealna dla mnie.
Buteleczki lakierów Essence chyba każdy zna, więc nie muszę ich nikomu przedstawiać.


Oprócz koloru, który jest piękny od razu wiedziałam, że będzie się nim świetnie malowało. Dlaczego? Z powodu szerokiego pędzelka. Jest taki jakie lubię najbardziej. Szeroki i płaski. W przypadku moich bardzo wąskich paznokci wystarczy przejechać raz i mam pokrytą całą płytkę na szerokość. 
Konsystencję ma bardzo gęstą, dla mnie to też plus, bo bardzo nie lubię rzadkich lakierów. Jeśli chodzi o krycie to spokojnie wystarcza jedna warstwa, ja jednak zawsze dorzucę drugą by pozbyć się delikatnych prześwitów w niektórych miejscach. Schnie w bardzo przyzwoitym czasie, po jednej. cienkiej warstwie w ciągu 3-4 minut spokojnie można wykonywać dowolne czynności. 

Przepraszam za skórki, ale nie umiem sobie z nimi poradzić. Ciągle jednak dzielnie walczę. 

Na zdjęciu są nałożone dwie warstwy a na to top, sam lakier w sobie nie ma takiego połysku. Na paznokciach utrzymuje się spokojnie 3-4 dni bez odprysków, możliwe jedynie delikatne ścieranie końcówek.
Cena to około 6-7zł za buteleczkę o pojemności 8ml. 

Lubicie lakiery Colour&Go? 

Pozdrawiam! 

Pozytywny, zielony i z nutką folkloru. Vipera Polka, nr 54.

Witajcie moi Kochani.
Ostatni temat przyjemny nie był dlatego trzeba nieco ocieplić atmosferę. świetnym pomysłem na to może być świeży, wiosenny i zielony lakier do paznokci. Nie sądzicie? 
Ten o którym dzisiaj napisze taki jest. Od razu mówię, że postaram się w końcu pisać krótko, zwięźle i na temat bez rozwlekania się. 


Uwielbiam folklor, uwielbiam wszystko co z folklorem związane dlatego sam pomysł na serię Vipery spodobał mi się bardzo! Butelka o pojemności 5,5ml okraszona pięknym, folklorystycznym motywem kwiatowym jest przepiękna. Choć moim zdaniem lakiery w większych butelkach wyglądają lepiej, ale nie o wygląd tutaj chodzi. Z góry mówię, że kolory na zdjęciu przekłamane. Lakier jest bardzo intensywny, trochę neonowy i przepięknie pozytywny! 
Łatwo się odkręca, bo zakrętka nie jest śliska tylko ma wytłoczone paseczki. Pędzelek jest moim zdaniem za mały, za wąski (nie udało mi się zrobić ładnego zdjęcia pędzelka więc musicie mi uwierzyć na słowo). 

Konsystencja bardzo rzadka co jest dobre i złe, dobre, bo szybko schnie i nawet łatwo się rozprowadza. Złe, bo ma bardzo słabe krycie i smuży, oj smuży okropnie. 


Na zdjęciu powyżej można zobaczyć jak smuży, efekt też jest trochę z mojej winy, bo próbując wytrzeć skórki delikatnie wytarłam także lakier, ale nie zmienia to faktu, że widać iż kolor nie jest jednolity, zwłaszcza właśnie blisko skórek. Krycie jest bardzo słabe, na zdjęciu mam dwie warstwy a i tak końce prześwitują. Duży plus to trwałość, bez odprysków wytrzymuje 4 dni, jedynie końcówki zaczynają się ścierać, ale nie jest to tak bardzo widoczne.

Bardzo go lubię i chętnie upoluję inne lakiery z tej serii o ile gdzieś są, bo dawno ich nigdzie nie widziałam. Niestety nie pamiętam ile kosztował, ale google mówi mi, że 4,50zł więc to całkiem możliwe. 
Mam nadzieję, że się nie rozwlokłam za bardzo znów z postem.

Podobają Wam się takie intensywne kolory?

Pozdrawiam! 

60 cudów mojej kosmetyczki.



Cześć! 

Dzisiaj mała aktualizacja, dlaczego aktualizacja? Bo o lakierach do paznokci, które posiadam już pisałam w pierwszej "konkretnej" notce na moim blogu, czyli tutaj. Jak tak patrzę na tę notkę to obecne wyglądają zdecydowanie lepiej!
Od poprzedniej notki przybyło mi trochę ponad 20 lakierów. 



Dzisiaj notka ma być w klimatach takich dość jesiennych a przynajmniej tak chciałam, stąd sesja moich "dzieci" na pożółkłych liściach. Dość długo się zastanawiałam czy te zdjęcia nie są trochę hm.. obciachowe. Ale nie bardzo miałam czas robić nowych więc niech zostanie jak jest. Zapomniałam im zrobić zdjęcia grupowego, więc zrobiłam je przed chwilą i stwierdzam, że dużo lepiej odnajduję się w klimacie świeczkowym jednakże niech zostanie jak jest i już. 

BIAŁE  


  1. Wibo, Trend Edition, kolor zwie się be neutral, nie jest to typowy biały lakier, raczej taki brudny biały, wpadający w szarość. 
  2. Miss Sporty, Et Voila,  lakier do francuskiego manicure, ma specjalnie ścięty pędzelek, bardzo ułatwia on wykonywanie takiego zdobienia.
  3. Simple Beauty mini, kolor 234, to chyba moja jedyna prawdziwa biel. Szczerze to jeszcze go nie używałam.
  4. Manhattan Quick Dry, kolor 17A, biały, perłowy z niebieskimi drobinkami co widać na zdjęciu.
  5. Wibo, Extreme Nails, kolor 102, jest śliczny, biały z różowymi drobinkami.
 
RÓŻOWE I KORALOWE


  1. basic, kolor jasnoróżowy, niestety numerku nie znam, bo gdzieś odprysnął czy sama nie wiem co, ale go nie ma. 
  2. Wibo, Gel Like, kolor 9, Peaches and cream, jest cudowny! Pisałam o nim tutaj.
  3. Sally Hansen, complete salon manicure, kolor 546, Get Juiced. Średniak jak na swoją cenę. Recenzja tutaj.
  4. Golden Rose, Paris. kolor 94. Zdjęcie tego nie oddaje jednak jest on koralowy. Bardzo lubię lakiery tej firmy.



  1. Manhattan Quick Dry, kolor 53F, zdjęcie tego nie oddaje, kolor jest dużo jaśniejszy, taki cukierkowy róż. 
  2. Wibo, Extreme Nails, kolor niestety zniknął razem z zakrętką, która roztrzaskała się przy upadku. Kolor mocno różowy. 
  3. Avon, nailwear pro+, kolor Viva pink, bardzo mocny róż. Nie lubimy się z lakierami z Avonu jednak.
  4. Wibo, Express growth, kolor 132, bardzo podobny do lakieru wyżej jednak ten jest nieco ciemniejszy. 
  5. Golden Rose with protein, kolor 324, kolor neonowy, ale ja takie lubię. Jeden z moich ulubionych.
  6. Wibo, Your fantasy, kolor 296, mocny róż wpadający w malinę. Kolor ładny jednak denerwuje mnie ta długaśna zakrętka. Strasznie utrudnia malowanie.  
 CZERWONE 



  1. Wibo, trend edition, kolor pure beauty. czerwień, jednak nie taka soczysta, delikatnie mdła, jednak bardzo ładna.
  2. Manhattan, Quick dry, kolor 44S, prawdziwa, klasyczna czerwień. Uwielbiam ten kolor!
  3. Vollare, kolor 285, bardzo rzadki, przy pierwszej warstwie wygląda na malinowy.
  4. Manhattan, Quick dry, kolor 410T. Bordowy, w sumie chyba nigdy nim nie malowałam paznokci. Jakoś wolę jaśniejsze i żywsze kolory. 

FIOLETOWE


  1. Golden Rose, with protein, numerku nie znam. Jeden z moich ulubionych kolorów zeszłego lata. 
  2.  Nie znam firmy, nie znam koloru. Fioletowy z drobinkami brokatu. Nie lubię go.
  3. Miss Sporty. koloru nie znam. Jest to fiolet, taki atramentowy. Miałam nim paznokcie pomalowane może dwa razy, bo mam wrażenie jakbym sobie je umazała tuszem z długopisu.

NIEBIESKIE


  1. Simple beauty mini, nr 248, niebieski z drobinkami brokatu. Nieużywany. 
  2. Miss Sporty, numeru nie znam. Błękitny. Używam go bardzo często. Muszę zaopatrzyć się w nowy, bo ten się już kończy.
  3. Wibo, Extreme Nails, nr 311. Ciemny niebieski z brokatem. Bardzo fajnie trzyma się na paznokciach.
  4. Essence, colour&go, nr 128. Uwielbiam ten lakier! Kojarzy mi się z niebem, takim ciemnym, trochę pochmurnym niebem.
 TURKUSOWE/MIĘTOWE/ZIELONE


  1. Lovely, UV Shine, nr 7. Mój ostatni nabytek i jestem nim totalnie zauroczona! 
  2. Golden Rose, Paris, nr się starł. Bardzo podobny do tego wyżej, jednak trochę jaśniejszy. Bardzo lubię takie kolory na paznokciach! 
  3. Avon, nailwear pro+, nr 194. Nie podoba mi się w ogóle. Po pomalowaniu paznokcie wyglądają jak pokryte pleśnią!
  4. Essence, Multi dimension, nr 73. Bardzo ładny miętusek, jednak szybko gęstnieje w butelce.
  5. Essence, colour&go, nr 146. Piękna mięta, długo utrzymuje się na płytce paznokcia.
  6. Golden Rose, Paris, nr 86. Neonowa zieleń. Bardzo lubię ten lakier.

ŻÓŁTE


  1. Manhattan, M&Buffalo, nr 16, bardzo jasny żółty. Nie użyłam go chyba ani razu!
  2. Vipera, Bambini nr 22. Intensywny żółty z drobinkami brokatu.
  3. Mariza, nr 40. Prawdziwie żółty.
  4. Eveline, kiedyś był piękny i musztardowy, ale teraz nadaje się chyba jedynie do kosza.
  5. Vollare, bardzo podobny do tego z Vipery.
  6. Wibo, Express Growth. Nie wiem co on tu robi, skoro jest zielony. Bardzo szybko wysycha. Tyle mogę powiedzieć.


 POMARAŃCZOWE/BRĄZOWE/BEŻOWE


  1. Maybelline, mini colo rama, kolor nr 56. Pomarańcz z drobinkami brokatu. Jakoś nie przepadam za tym lakierem. 
  2. Vipera, nr 819, piękny, neonowy pomarańcz. Bardzo dobrze się trzyma i wygląda naprawdę świetnie, Niestety trochę mi przysechł i bardzo ciężko się nim maluje, a szkoda.
  3. Essence, colour&go, nr 111. wpadający w brąz pomarańcz. Mam go właśnie na paznokciach. Bardzo ładny i trwały, lubię lakiery z tej serii, głównie za konsystencję i pędzelek


  1. Lacura Beuty,  numer gdzieś uciekł, biały, wpadający w jasny beż lakier. Chyba go nie używałam jeszcze tak szczerze.
  2. Virtual, Fashion mania, nr 166, Sugar baby. Pomarańczowy beż. Ciekawy kolor. Ładnie wygląda na pazurkach. 
  3. Manhattan, Speed dry & extreme reflect. nr 1310. Beż z niebieskim połyskiem. Nie przepadam za lakierami z Manhattanu chociaż mam ich sporo. 
  4. Essence, nude glam, nr 04. Nudziak, bardzo ładny. Niestety z trwałością u niego kiepsko.
  5. Golden Rose, Paris, nr 11. Mój ulubiony lakier! Jest śliczny, beżowy. Bardzo mi się podoba.
  6. Wibo, Extreme nails, nr 99. Ostatnio za nim nie przepadam, ponieważ nie lubię lakierów brokatowych. Kiedyś jednak bardzo się lubiliśmy.
 CZARNE


  1. No name. Bardzo czarny, bardzo błyszczący i jeśli ktoś lubi takie kolory na paznokciach to pewnie przypadłby mu do gustu. 
  2. Wibo, Art Liner. Niestety bardzo źle się nim operuje, a szkoda.
BROKATOWE 


  1. Essence, colour&go, nr 10, delikatnie beżowy, połyskujący wieloma kolorami. Bardzo ładny. 
  2. Essence, nail art special effect! topper, nr 10. Ładnie wygląda w butelce, ładnie wygląda na paznokciach, ale zmyć to cholerstwo graniczy z cudem! 
  3. No name, fioletowy brokat. Mimo swojej ceny, ok 4 zł bardzo fajnie się trzyma.
  4. No name, brat tego wyżej tyle, że czerwoniutki.
PREPARATY NAWIERZCHNIOWE I ODŻYWKI 


  1. Eveline 8w1. Na początku działała, później to szkoda gadać... Niestety moje paznokcie są na nią odporne.
  2. Eveline, Paznokcie twarde i lśniące jak diament. Chyba raczej rozdwojone jak nie wiem co. Nie polecam.
  3. Sensique, Keratin Nutrition, bardzo fajna odżywka, moje paznokcie po niej zrobiły się dużo twardsze i błyszczące.
  4. Lovely, Silk power. Ani mi, ani moim paznokciom powera ona nie dała, ale może to tylko ja jestem taka odporna na te wszystkie wynalazki.
  5. Nivea, Calcium power. Ładnie wygląda, bo jest perłowa, ale tyle plusów.
  6. Lovely, Matte Top Coat, bardzo fajny top! Naprawdę matuje i przedłuża trwałość lakieru. Mi się podoba. 
  7. Wibo, French Manicure, nr 3. Jak sama nazwa wskazuje lakier do frencha. 
  8. Pierre Rene, Natural Repair, nr 32. Bardzo fajnie wzmacnia paznokcie, nadaje się również jako preparat podkładowy i nawierzchniowy.
Matko, ale się spisałam! Już myślałam, że nie napiszę. Chyba nikt tego nie przeczyta. Lakierów mam jeszcze kilka, jednak nie jestem jedyną kobietą w domu i niektóre zmieniły swojego właściciela, dlatego nie pojawiły się na zdjęciach.

Macie któreś z tych lakierów? Któreś przypadły Wam do gustu?

Jeszcze raz przepraszam za tak długaśną notkę!

Pozdrawiam! 

Wibo Gel Like nr 9. I like it!

Cześć i czołem!
Ależ mamy jesienną aurę już, nie narzekam, bo uwielbiam jesień! 
Ale o czym ja to miałam... a tak. Lakier do paznokci, chyba wiecie, że je uwielbiam? Dzisiaj o moim najnowszym nabytku i od razu uchylę rąbka tajemnicy, że się bardzo polubiliśmy! 


Mowa tutaj o lakierze Wibo, Gel Like.  Ja wybrałam numer 9, kolor jest uroczy, niestety zdjęcie tego nie oddało, tak to jest kiedy nie bardzo jest jak zrobić zdjęcia na dworze, no ale do rzeczy.
Realny kolor lakieru to brudny róż, jasny, ale nie mdły, ma coś w sobie, nie zastanawiałam się nad kolorem zbyt długo, kiedy tylko go wypatrzyłam wiedziałam, że będzie mój.


Pędzelek, gdybym na niego spojrzała w drogerii pewnie popełniłabym największy błąd i po prostu nie zakupiłabym tego lakieru. Pędzelek jest całkiem inny niż te, które lubię. Jest krótki i wąski.
Mimo to bardzo lakier bardzo dobrze się nakłada, jest gęsty, taki jak lubię. 
Schnie dość długo, ale nie wieki, po użyciu wysuszacza musiałam czekać około pół godzinki i lakier był suchy.
Do całkowitego pokrycia płytki wystarczyły dwie warstwy, nawet końcówki nie prześwitywały mi za bardzo jak to działo się w przypadku innych lakierów nawet po trzech warstwach.


Na paznokciach wygląda cudownie! 
Lakier ma imitować lakier żelowy i czy spełnia swoje zadanie? Jak najbardziej tak!
Nie wygląda jak tradycyjny lakier, jest dużo bardziej lśniący no i w dotyku taki... śliski. Bardzo mi się ten efekt podoba.
Trwałość też jest bardzo dobra, pierwsze odpryski zaczęły robić mi się po 4 dniach od pomalowania a w międzyczasie zmywałam naczynia kilka razy i robiłam pranie ręczne. Świetnie się trzyma.

Zdecydowanie przygarnę jeszcze kilka kolorów z tej serii!

A Wy miałyście te lakiery? Jak u Was się sprawdziły? 

Pozdrawiam!

Piasek Pierre Rene, no 03.

Hej.
Ostatnio furorę robią lakiery piaskowe, musiałam spróbować i ja. 
Mój wybór padł na piaskowiec Pierre Rene, numer 03.


Jest to różowy wpadający w koral lakier, z drobinkami złotego brokatu.

Przy nakładaniu bardzo mi się podobał, pierwszy lakier, którym właściwie za jednym pociągnięciem mogłam pokryć całą płytkę! 
Odpowiednio gęsty, no i posiadający w miarę szeroki pędzelek, którym dobrze się operuje.


Po nałożeniu pierwszej warstwy, nie było źle, szybko schnął, ale kolor nie był tak intensywny jak chciałabym żeby był. 

Kolory są przekłamane, niestety.

Efekt piasku był, ale niestety nieco zniknął przy drugiej warstwy, no i druga warstwa już baaardzo długo schła. 


Kolejna dziwna rzecz którą zauważyłam to niszczenie się lakieru na paznokciach co najdziwniejsze nie ścierały się końcówki jak przy większości lakierów tylko wypadło mi kilka dziur na środku paznokcia. 

No i zmywanie! Może nie ma takiej tragedii jak przy lakierach brokatowych, ale ciężko idzie. 

Ogólnie nie jest zły, zawsze to jakaś odmiana przy tradycyjnym manicure. 
Ja jednak nie zakochałam się w tym lakierze, może inne piaski bardziej chwycą mnie za serce?

A jak jest z Wami?
Dałyście się ponieść piaskowej modzie?

Pozdrawiam!

Koralowa Sally Hansen- mieszane uczucia.

Dzień dobry! 
Dzisiaj krótko, a może trochę dłużej o lakierze Sally Hansen, Complete Salon Manicure, nr 546, Get Juiced.

Będąc w Anglii stwierdziłam, że kto jak kto ale ja bez nowego lakieru wrócić nie mogę! 
Trochę to trwało, ale w końcu wybrałam ten, który spełniał moje wymagania.
Wszystkie poprzednie miały nie taki kolor, nie taką konsystencję, nie taki pędzelek, albo cokolwiek innego nie takiego. 
Mój facet i jego siostra już mieli dość no bo "Ileż można wybierać lakier?!", ale w końcu się udało zdecydowałam się na Sally Hansen, cena była dość spora, bo 7£ czyli jakieś 30zł, ale stwierdziłam, że raz się żyje. 

Zapraszam teraz na krótką recenzję. 


 Lakier ten zamknięty jest w buteleczce o pojemności 14,7ml. Prezentuje się dość ciekawie. Największą zaletą opakowania jest jednak gumka umieszczona na zakrętce, zdecydowanie ułatwia ona zakręcenie/odkręcenie lakieru oraz operowanie pędzelkiem. 


 Co do samego pędzelka, jest taki jak lubię, szeroki, dość gruby, łatwo pokrywa się nim płytkę paznokcia. 

 Jeśli chodzi o samo krycie, to jest średnie, dwie warstwy raczej wystarczają, ale mi jeszcze delikatnie prześwitują końcówki, wydaje mi się, że 3 warstwy byłyby idealne, ja jednak poprzestałam na dwóch. 

 To zdjęcie zdecydowanie najlepiej oddało kolor lakieru.
Największą jego wadą jest trwałość! Odpryskuje po dniu, pomalowanie preparatem nawierzchniowym przedłuża jego trwałość o maksymalnie jeden dzień, jak dla mnie to trochę za krótko jak na taką cenę.

Ogólnie bardzo podoba mi się wygoda w nakładaniu no i kolor jest bardzo ładny, ale trwałość psuje cały efekt.

___________________________

 Dzisiaj postanowiłam zrobić coś innego i na paznokciach za pomocą sondy z Essence domalowałam białe kropki. 
 Przepraszam za wygląd moich paznokci. Wiem, że są nierówne.
Jak Wam się podoba efekt?
Pozdrawiam. 

Coś co kocham- lakiery do paznokci.


Dzień dobry! 
Dzisiaj witam się z Wami wraz z moimi 42 cudeńkami w postaci lakierów do paznokci.


Lakiery kocham miłością wielką, może moja kolekcja nie jest jeszcze zbyt pokaźna, ale przy każdym wstąpieniu do drogerii uzupełniam ją o nowy nabytek. Paznokcie maluję średnio dwa razy w tygodniu, chyba że pojawia się na nich jakiś wzorek w stylu ombre nails, czy nawet zwykłego frencza zostawiam go troszkę dłużej by się nim nacieszyć. 

Chyba nie mam ulubionych kolorów, w których najchętniej widzę swoje paznokcie, każdy lakier ma swój urok dlatego mam lakiery chyba w każdym kolorze. Najwięcej u mnie chyba odcieni różu, chociaż paradoksalnie najrzadziej takimi kolorami maluję paznokcie.







Teraz trochę o firmach z których posiadam lakiery. 


Miss sporty, w sumie jak widać mam tylko dwa lakiery z tej firmy, jeden to błękitny, dość gęsty lakier, długo utrzymujący się na paznokciach, drugi to lakier do frencza ze specjalnie ściętym pędzelkiem, dzięki któremu można precyzyjnie i szybko pomalować końcówki. 
Ich wadą na pewno jest to, że szybko wysychają w buteleczce z powodu swojej gęstości. 
Manhattan, lakierów tej firmy mam kilka, nie są one z polskiej dystrybucji, dostałam je w prezencie więc nie wiem jak mają się do tych sprzedawanych polskich drogeriach. Mają wygodne pędzelki dzięki którym fajnie nakłada się lakier, ale mam sporo zastrzeżeń co do ich trwałości, odpryski robiły mi się już po około dniu od pomalowania.

Wibo, jest to firma na drugim miejscu pod względem ilości posiadanych przeze mnie lakierów. Dostępne są w drogeriach sieci Rossmann. Na pewno przekonuje mnie ich cena, bo kosztują około 5-6zł, gama kolorystyczna też niczego sobie, chociaż mogłaby być nieco pokaźniejsza. Co do trwałości to zależy która seria, 
najlepiej na moich paznokciach sprawdzają się Extreme Nails.

Golden Rose, to mój absolutny faworyt jeśli chodzi o lakiery do paznokci, uwielbiam ich cenę, trwałość, gamę kolorystyczną każdej z serii, mam ich kilka, chyba najwięcej i kiedy jestem w drogerii właśnie po te lakiery najchętniej sięgam.
Essence, nie lubię tych lakierów, długo schną, trwałość jest tragiczna, nie utrzymują się ani dnia na paznokciach, zwłaszcza ścierają się na końcówkach choć paznokcie maluję na zakładkę. Jedynie brokatowe fajnie się prezentują i są w miarę trwałe, ale typowa kolorówka dla mnie tragedia. Nie polecam!
Vipera, kolory mają śliczne, ja obecnie posiadam dwa, pomarańczowy, na paznokciach jest taki intensywny, rażący oraz żółty z drobinkami brokatu, Trwałość bardzo dobra, ale buteleczka kosztuje około 10zł, dla mnie gdzie lakiery mi się szybko nudzą kosztuje to troszkę za dużo.


Posiadam też sporą ilość lakierów różnych innych firm, są to pojedyncze sztuki więc nie dodawałam każdego z osobna. Jak widać pojawia się tu Avon, Astor, Mariza, w tle gdzieś widać Eveline oraz mnóstwo lakierów no name.








A wy jakie lubicie lakiery? Często malujecie paznokcie? Macie takie samo zdanie co do firm, które wymieniłam, czy całkiem inne?
Zapraszam do komentowania i wyrażania swojej opinii, na temat treści posta a także chętnie dowiem się czy taka forma Wam się podoba, czy jest czytelnie? Za wszelkie uwagi będę wdzięczna! Pozdrawiam. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...