Piegowaty mani na miłe rozpoczęcie wakacji!

Ostatnio z paznokciowymi postami u mnie słabo, oj słabo! Ciągle tylko recenzje i recenzje, może się zbrzydnąć. Dlatego też zapraszam na szybki post, który tak naprawdę opierał się będzie głównie na zdjęciach, bo co tu dużo mówić... ;-)


Moje paznokcie ostatnio wracają do formy, są coraz dłuższe a ja nachalnie nie męczę ich pilnikiem więc się odwdzięczają tym, że wyglądają coraz lepiej, więc i częściej będę mogła pokazywać Wam je bez wstydu :-)


Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że kropki robione są sondą, ale nic bardziej mylnego! Kropeczki to zasługa kropkowego lakieru Ados, nr 05 ;-) czyż nie jest uderzająco podobny do Life'a?


Jednak nakładanie go już do przyjemności nie należy, bo i tak każdego hexa musiałam łapać na sondę i dopiero nakładać na paznokieć, niemniej jednak efekt był tego wart <3


Jednak główną rolę gra tutaj lakier bazowy, którym w tym wypadku gra lakier Safari o numerze 411 ;-) piękny, rozbielony błękit z kropelką fioletu. Na żywo wygląda jeszcze lepiej!

Jak Wam się podoba taki mani? Co u Was gości na pazurkach? 

PS Z racji tego, że robię sobie małe wakacje, następna notka pojawi się pewnie w okolicach 11-12 lipca. ;-) udanych wakacji Wam życzę moi Kochani, uważajcie na siebie. ;* 

Taki brzydki, że aż ładny! The Garden of Colour, nr 79.

Obiecałam powrócić do regularnego pisania to wracam. ;-) dzisiaj sobotni, lakierowy post. Przyznam się szczerze, że ostatnio żadnych wymyślnych zdobień nie tworzyłam, bo nie miałam jakoś czasu a tym bardziej ochoty, więc noszę jeden kolor a od dwóch dni nawet koloru nie mam tylko odżywkę! 
Jednak nie o tym miałam mówić. Jakiś czas temu wpadło mi sporo nowych lakierów a, że nie lubię nie wiedzieć jak sprawuje się coś co mam to szybko poszły w ruch, tym razem o kolejnej nowości czyli o lakierze Garden of Colour, nr 79. 

To zdjęcie najlepiej oddaje jego kolor.

Lakier ten jest bardzo oryginalny i na pewno nie każdemu się spodoba. W moim przypadku na początku nie było do niego zbyt dużej sympatii, zdecydowanie bardziej wolę lakiery jasne, żywsze i bardziej.. kolorowe. Ten szarobury brzydal nie złapał mnie za serce więc postanowiłam go postawić na półce i poczekać na jesień i wtedy znaleźć dla niego miejsce na paznokciach. 
Jednak moja ciekawość wygrała i postanowiłam go wrzucić i z nadzieją, że trwałość będzie kiepska ponosić dzień i zmyć... wtedy zaczęła rodzić się miłość.
Pod względem użytkowania buteleczka jest bardzo fajna, doceniam pomysł producenta by nie robić gładkiej zakrętki. Znacznie łatwiej się operuje taką jak jest czyli z takimi hm... paseczkami.


Wracając do miłości. Pierwsza fala uczucia przyszła kiedy przejechałam pędzelkiem po paznokciu. Niby taki wąski, niby taki nie mój a taki dobry! To pewnie dlatego, że jest świetnie dopasowany do nie za gęstej ani nie za rzadkiej konsystencji. Pędzelek gładko sunie po paznokciu pozostawiając na nim lakier, jednocześnie nie pozostawiając smug.
Kolejny zachwyt nastąpił w momencie krycia, ponieważ już jedna warstwa byłaby wystarczająca, ale przez moje zboczenie warstwowe i chęć ukrycia ogromnej różnicy kolorystycznej między płytką paznokcia a wolnym brzegiem musiałam położyć warstwy dwie! 


Po tych dwóch warstwach wyglądał tak. Nie patrzymy na zażółcone skórki, które odbarwiły się przy poprzednim mani. 
Jeśli chodzi o schnięcie to raczej standardowe, na pewno nie było jakieś megaszybkie (jeśli chodzi o pierwszą warstwę, bo na drugą dałam top przyspieszający schnięcie), ale nie było też bardzo powolne. Kilka minut i można ruszać na podbój świata! :-D


No i tak na koniec powiem, że mój plan "zmyję go szybko, bo pewnie i tak się nie utrzyma" poszedł się kochać, bo lakier trzymał się bezbłędnie 5 dni i zmyłam go, bo.. mi się znudził. ;-) 
W międzyczasie zdążyłam się w nim zakochać, w jego oryginalności, dziwności i brzydocie. 

Ale się spisałam! Chyba brakowało mi blogowania! :-)

Jak Wam się podoba? Lubicie takie kolory? 

Cudowny granat z kropelką fioletu. Essence, nr 180, it's raining men!

Od zawsze z ciemnych lakierów lubiłam tylko czarny, jakoś tak nie czułam się zbyt dobrze granatowych czy bordowych kolorach. Teraz wydaje mi się, że chyba trafiałam na nieodpowiednie. Moje odczucia odnośnie ciemnych lakierów zmieniły się w momencie kiedy w moje ręce wpadł Essence, nr 180, it's raining men!


It's raining men! To głęboki granat z kropelką fioletu, który rozświetlony jest różowo-fioletowym shimmerem. Zdjęcie naprawdę nie oddają całego jego uroku! Jest przepiękny, przewidywalny a jednocześnie bardzo wielowymiarowy.
Jego konsystencja jest bardzo fajna, jak z resztą we wszystkich lakierach Essence, bardzo je za to lubię, jest gęsta i lakiery są bardzo dobrze hm.. napigmentowane, dzięki czemu przy tym lakierze jedna warstwa naprawdę wystarcza.


Z konsystencją świetnie współgra szeroki i płaski pędzelek, którym bardzo fajnie operuje się przy malowaniu. Z racji tego, że jest delikatnie zaokrąglony na końcu można łatwo dojechać do skórki nie brudząc jej przy tym (choć mi udało się to tylko na dwóch paznokciach! Ale to dlatego, że okropnie trzęsą mi się ręce). Dodatkowo bardzo szybko schnie, dosłownie dwie-trzy minuty a lakier jest już całkiem suchy. ;-)


Szpan na Nikona ;-D
Na zdjęciu paznokcie pokryte są dwiema warstwami + top. 

Jeśli chodzi o trwałość lakieru to jest bardzo dobra, w stanie idealnym utrzymał się na paznokciach przez 4 dni, po tym czasie zaczął odpryskiwać, ale wydaje mi się, że to i tak całkiem niezły wynik.


A to zdjęcie oddaje go chyba najlepiej, jest cudowny! Chociaż błysk prawdopodobnie zawdzięczam topowi.
Jedyne co mnie w nim denerwuje to fakt, że ciężko go domyć, pomijając fakt, że trzyma się mocno z racji posiadania brokatowego shimmera, to kiedy już wystarczająco zmięknie, po przyłożeniu płatka okropnie się rozmazuje, barwi skórki, palce. Jednak za efekt jaki daje będąc na paznokciach wybaczam mu wszystko.

Jak Wam się podoba, lubicie ciemne lakiery? ;-)

Zakochanie od pierwszego pomalowania. Golden Rose, Matte Velvet, nr 102.

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami opinią o lakierze, w którym zakochałam się od pierwszego spojrzenia można powiedzieć, a miłość wypełniła się w momencie kiedy zobaczyłam go na swoich paznokciach, już wiedziałam, że to nie pierwszy raz kiedy na nich zagościł.


Już w buteleczce widzimy z jakim lakierem mamy do czynienia, ponieważ i ona jest satynowa, cała oprawa butelki utrzymana jest bardzo w stylu Golden Rose. Kolor to taki trochę jeansowy niebieski, mi on się bardzo spodobał i zapoczątkował moją miłość do niebieskich lakierów, za którymi tak naprawdę nigdy nie przepadałam.


Pędzelek jest bardzo cienki, co na początku trochę mnie zmartwiło, ponieważ osobiście wolę pędzelki dość grube. W tym przypadku jednak nie miało to większego znaczenia, ponieważ bardzo dobrze się nim operuje, świetnie współgra z konsystencją lakieru, dzięki czemu bardzo łatwo jest pokryć płytkę paznokcia nie brudząc przy tym skórek.
Wyżej wspomniana konsystencja jest dość gęsta. Lakier ma dość dobre krycie, myślę, że dwie warstwy w zupełności wystarczą, by dokładnie pokryć płytkę paznokcia. Ja nałożyłam trzy warstwy, by uzyskać jakby głębszy odcień.


Na paznokciach wygląda cudownie! Po prostu jestem zauroczona jego wykończeniem. Jak sama nazwa wskazuje jest aksamitny, nie jest typowo matowy, ale nie jest też błyszczący a w dodatku iskrzy się mnóstwem drobinek.
Do tego jego trwałość jest niesamowita, bo przy wykonywaniu różnych czynności, takich jak zmywanie, pielenie grządek, przesadzanie kwiatów, on bez problemu (i bez topu) wytrzymał prawie cały tydzień.
Dodam jeszcze, że lakier przy zmywaniu nie stwarza żadnych problemów, zmywa się bardzo dobrze i bardzo szybko.
Ja już poluję na inne odcienie z tej serii, bo ten mnie absolutnie zauroczył! ;-)

A Wam jak się podoba? Lubicie lakiery Golden Rose? 

Na moich paznokciach zakwitły kwiaty. Klub paznokciowy, tydzień XXII.

Dawno nie było żadnego zdobienia, nie ma się co dziwić skoro moje zdolności artystyczne są tak małe, że właściwie ich nie ma.
Jednak z racji tego, że na dzień dzisiejszy i tak miałam kwiaty namalować idealnie nadadzą się one do Klubu Paznokciowego.
Jak wyszły? Mocno średnio, bo o tyle o ile jakieś ombre, galaxy nails i tym podobne wychodziły mi całkiem nieźle, to wzorek, który trzeba narysować jest dla mnie drogą przez mękę. Jak to wygląda w praktyce?


Ano ni ładniej, ni brzydziej jak tylko tak :-) wiem, że szału nie ma, ale starałam się jak mogłam. Mam nadzieję, że na kolejne tygodnie wzorek będzie jakiś łatwiejszy to się bardziej popiszę.
Post krótki, bo co tu więcej pisać? Możecie powiedzieć mi czy przy takich "zdobieniach" pokazywać jakich lakierów użyłam, czy jest to zbędne? 

A co u Was na paznokciach gości? Lubicie raczej tradycyjne mani czy z odrobiną szaleństwa?

Zgiń, odejdź, przepadnij dziwaku! Miss Sporty, metal flip 020.

Nie miałam zupełnie pojęcia o czym dzisiaj napisać posta, bo moje paznokcie są tak mocno niewyjściowe, że aż żal ściska wszystko co możliwe. Nie miałam jednak żadnego cudu techniki do paznokci, który chciałabym Wam jakoś wyjątkowo przedstawić to już poświęciłam Wasze oczy i postanowiłam pokazać Wam lakier. Trochę dziwny i na pewno nie dla każdego.
No i dodam jeszcze, że wsłuchując się w głos ludu i korzystając z chwili kiedy nie padało udałam się na zewnątrz i pstryknęłam fotki.


Już w buteleczce widać, że to dziwak, trochę taki nieprzewidywalny. Ma coś z zieleni, z fioletu, z niebieskiego. Wszystkiego po trochę. Chyba to najbardziej mnie w nim skusiło.Zakupiłam go chyba w listopadzie i od tamtej pory dzisiaj pomalowałam nim paznokcie trzy może cztery razy. Dlaczego? O tym będzie trochę niżej.
Pędzelek ma bardzo fajny, szeroki i płaski. Świetnie się nim operuje. Konsystencja lakieru dość lejąca, ale nie bardzo, łatwo się nakłada.


Brzmi fajnie, prawda? No, ale to by było na tyle tych pochwał. Schodki zaczynają się kiedy malujemy pierwszą warstwę, drugą... a tu nadal mało co na paznokciu widać. Krycie ma okropne! Co prawda trzy warstwy wystarczają by płytka nie prześwitywała, ale efekt z butelki to to nie jest, niestety.
Co jest najważniejsze w lakierze oprócz koloru? Dla mnie, jego trwałość. Tutaj lakier też wypada bardzo średnio. Przy poprzednich użyciach jeszcze nie było tak źle (mhmmmm :D), lakier wytrzymywał 2-3 dni, ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Zaczął odchodzić płatami po kilku godzinach a miałam na paznokciach zaledwie 3 cienkie warstwy i top.

Jak prezentuje się na paznokciach?



Jak widać całkiem niezły, te trzy zdjęcia to i tak mało by go oddać. Lubię poruszać dłońmi i patrzeć jak się zmienia, ale to chyba jedyne co w nim lubię, no i pędzelek. Żałuję, ze nie wzięłam innego odcienia z tej serii, byłby chociaż ładny.
Dzisiaj, tak jak pisałam wyżej ponosiłam go zaledwie kilka godzin i zaraz przemalowałam na mojego cudownego Essiaka, Super Bossa Nova. <3 to ten róż na poniższym zdjęciu.


Przy okazji chwalę się nowymi lakierowymi dziećmi, które dostałam od najlepszej Kasi świata. Dziękuję jeszcze raz Kochana! ;3

Jak Wam się podoba taki dziwak? Lubicie takie lakiery czy raczej nie?

Smerfny wysuszacz, dobry wysuszacz! Miss Sporty Nail Expert, turbo dry top coat.

Od pewnego czasu nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez wysuszacza, chyba od zawsze sobie nie wyobrażam. Jestem strasznie niecierpliwa i zawsze mi się spieszy, dlatego wysuszacze do paznokci to dla mnie zbawienie.
Wypróbowałam już łącznie sześć wysuszaczy, zdarzały się lepsze i gorsze, niestety w przewadze z tymi gorszymi. Lubię próbować nowe kosmetyki, dlatego gdy tylko na Rossmannowskiej półce zobaczyłam to maleństwo w smerfnym kolorze stwierdziłam, że musi być moje!


Lakier ma bardzo fajną konsystencję, taką delikatnie żelową i takie daje wykończenie. Paznokcie niesamowicie błyszczą po użyciu i są po prostu takie.. ładnie. Nie wiem jak inaczej to ująć. Minusem na pewno może być jego kolor, który jak widać jest niebieski. Barwi on niektóre lakiery, ale nie jest to mocne barwienie. Widoczne jest ono tylko i wyłącznie na białych lakierach, ewentualnie jakieś nude. Na innych, kolor jest zupełnie niezauważalny (ewentualnie ja jestem ślepa, co nie jest wykluczone).
Pędzelek dość szeroki, dobrze się nim operuje, nie ma problemów z nakładaniem. No mogą trochę być kiedy ilość specyfiku spada nam poniżej połowy buteleczki, ale nie ma tragedii.


Producent mówi nam, że lakier będzie suchy już po 60 sekundach. Czy to prawda?
Nie do końca! Raz nawet mierzyłam czas, poświęcając przy tym moje paznokcie i według moich obserwacji lakier suchy jest po około dwóch minutach. Muszę przyznać, że to i tak niezły wynik, ba! Najlepszy ze wszystkich wysuszaczy jakie miałam. ;-) to naprawdę działa, a do tego nie tłuści rąk i nie robi żadnej krzywdy paznokciom.
Tak czy siak swoje zadanie spełnia i znacznie przyspiesza wysuszanie lakieru na paznokciach.

Ja jestem bardzo na tak, do tego stopnia, że jedną buteleczkę już kończę a drugą mam w zapasie. Dostać go możemy wszędzie tam gdzie są szafy Miss Sporty, jego cena to około 9zł.

Jakich wysuszaczy Wy używacie? Sprawdzają się?

PS Ostatni dzień na wypełnienie ankiety ;-) znajdziecie ją klikając TUTAJ.

Zoom na bezacetonowy zmywacz do paznokci BeBeauty.

Witajcie.
Jak tam Wasza majówka? U mnie dzisiaj cały dzień paskudnie, pada i w ogóle jest brzydko, ale wiem że w niektórych miejscach polski pogoda dopisuje. :-)

Każda z kobiet lubi mieć ładne, zadbane i najlepiej pomalowane paznokcie, są takie dla których jest to bardzo ważne, są takie dla których mniej, ale każda z nas lubi. Skoro już pomalujemy paznokcie to trzeba je zmyć (no chociaż są takie, które zjadają albo czekają aż sam zejdzie :D).
Niedawno postanowiłam wypróbować zmywacz do paznokci z biedronki. Bardzo lubię ich kosmetyki (zwłaszcza micel <3), ale zmywacza jeszcze nie miałam. Wybrałam wersję bezacetonową, bo właśnie takich zmywaczy staram się używać.


Jak widać jest to zmywacz w opakowaniu z pompką. Używałam już zmywacza z takim opakowaniem z Lidla i pompka była do bani! Wylewało się wszystko dookoła, kapało, nie dało się korzystać. Tutaj sprawa ma się zupełnie inaczej. Pompka działa bez zarzutu, wyciska się dokładnie w to miejsce w które powinno, nie ulewa się, nie zacina. Sama przyjemność z korzystania.
Zapach ma bardzo zmywaczowy, ale tylko w momencie zmywania. Później czuć bardzo przyjemny zapach, trochę jakby kwiatowy. Długo go czuć na dłoniach no i w powietrzu.


Zmywacz bardzo dobrze radzi sobie z lakierami, zarówno tradycyjnymi (jeśli można to tak nazwać) jak i z brokatowymi. Nie trzeba jakoś mocno trzeć, bardzo ładnie rozpuszcza lakier. Jest wydajny, płatek nasączony jednym naciśnięciem pompki spokojnie wystarcza na zmycie jednej dłoni.
To co mi się w nim podoba to fakt, że pozostawia paznokcie takie gładkie, jakby nawilżone, jakby były pokryte warstwą odżywki. Bardzo lubię ten efekt.

Reasumując: bardzo fajny bezacetonowy zmywacz do paznokci. Szybko i dokładnie zmywa lakier, nie wysusza płytki ani skórek.
Cena to około 7zł (chyba) za 150ml. Dostępny oczywiście w sklepach sieci Biedronka.

A Wy miałyście ten zmywacz? Jakich innych używacie? 

Pozdrawiam.

PS Czy uważacie, że zdjęcia w poście są odpowiedniej wielkości czy mogłyby być większe?

Mani mam! Radosne, dziewczęce, pozytywne!

Cześć!
Jak nie ma co wrzucić na bloga to wrzucę paznokcie! Dzisiaj notka taka trochę ni w pięć ni w dziewięć, ale nie przygotowałam się. Szkoła mnie pożarła i nie miałam czasu na zdjęcia.
Więc z racji paznokciowego dnia jakim jest sobota wrzucę po prostu mani jakie od kilku dni nosze na paznokciach.
Przy okazji pochwalę Wam się jakie postępy paznokciowe poczyniłam.


Jak widać w głównej roli koralowa Sally Hansen i... kropki! Uwielbiam kropki, na paznokciach i tak ogólnie. Więc musiałam je dodać.
Kropeczki robiłam sondą z Essence.


Bardzo lubię ten lakier, za kolor i blask! Naprawdę cudnie błyszczy. Kiedyś pisałam notkę, ale chyba muszę ją poprawić, sprostować. Bo trwałość lakieru zależna też w dużej mierze jest od techniki nakładania a ja chyba dopiero... nauczyłam się malować paznokcie. Więc zwrócę honor cudnej Sally już niedługo w jakiejś notce.

No i małe porównanie. 


Od pierwszego do ostatniego zdjęcia jest równiutkie dwa tygodnie. Ja widzę dużą poprawę pod względem kształtu, skórek no i długości. Ładnie rosną, nie łamią się, nie rozdwajają! Jestem naprawdę bardzo zadowolona!

A jak kondycja Waszych paznokci? 

Pozdrawiam.

Co dba o skórki wokół moich paznokci? Grapeseed Nail Serum, Kinetics.

Cześć.

Każda z Nas chce mieć piękne zadbane paznokcie oraz skórki wokół nich. Z pomocą przychodzą nam różne odżywki, sera oraz inne wynalazki.
Pewnego razu dostałam propozycję przetestowania serum do paznokci marki Kinetics. W związku z tym co napisałam wyżej propozycję przyjęłam.


Niestety posiałam gdzieś kartonik w którym serum było. Jak widać napisy się trochę roztarły.
Serum to zawiera 100% olei naturalnych, głównie olej ze słodkich migdałów oraz olej z pestek winogron. Jak można się domyślić konsystencje ma oleistą, jednak nie tak jak typowy olej, jest nieco rzadsza i zdecydowanie bardziej wchłania się w paznokieć i skórę wokół niego. Zapach ma bardzo przyjemny, słodki, dość długo utrzymuje się na paznokciach.


Serum aplikuje się przy pomocy pipetki. którą napełnia się poprzez naciśnięcie pompki na czubku zakrętki. Pompka działa sprawnie, nie zacina się, aplikacja jest bardzo przyjemna.
Czy serum zadziałało u mnie? W sumie to nie do końca jestem pewna jak działa na paznokcie, bo stosuję je równocześnie z odżywką Eveline 8w1, więc nie wiem czy to, że są twarde i od trzech miesięcy żaden mi się nie złamał i nie rozdwoił jest zasługa serum czy odżywki (tak, cieszę się!), ale na skórki działa naprawdę fajnie. Od prawie dwóch tygodni, prawie codziennie (no może dwa razy zapomniałam) wcieram serum przynajmniej w same skórki i poprawa jest znaczna! A muszę powiedzieć, że z moimi skórkami radzi sobie mało co.

Nie wiem więc jak zadziała na osoby, które problem mają jedynie z paznokciami, ale jeśli szukacie produktu, który nawilży Wasze skórki to z czystym sumieniem mogę to serum polecić.
Nie wiem jak sprawa wygląda cenowo, ale wiem że serum dostępne jest w drogeriach Hebe.

A Wy jak dbacie o swoje paznokcie i skórki wokół nich?

Pozdrawiam!

PS Fakt, iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię. 

That's what i mint! Essence Colour&Go, nr 146.

Cześć.
Dzisiaj przychodzę z recenzją, recenzją lakieru do paznokci, mojego ukochanego miętuska. To chyba pierwszy lakier, którego kupiłam drugą buteleczkę. 
Mowa tutaj o lakierze Essence Colour&Go, nr 146 that's what i mint! 


Długo szukałam idealnie miętowej mięty, wszystkie zawsze były albo za ciemne, albo za jasne, albo po prostu nie takie. Kiedy na półce zobaczyłam ten lakier, wiedziałam, że to mięta idealna dla mnie.
Buteleczki lakierów Essence chyba każdy zna, więc nie muszę ich nikomu przedstawiać.


Oprócz koloru, który jest piękny od razu wiedziałam, że będzie się nim świetnie malowało. Dlaczego? Z powodu szerokiego pędzelka. Jest taki jakie lubię najbardziej. Szeroki i płaski. W przypadku moich bardzo wąskich paznokci wystarczy przejechać raz i mam pokrytą całą płytkę na szerokość. 
Konsystencję ma bardzo gęstą, dla mnie to też plus, bo bardzo nie lubię rzadkich lakierów. Jeśli chodzi o krycie to spokojnie wystarcza jedna warstwa, ja jednak zawsze dorzucę drugą by pozbyć się delikatnych prześwitów w niektórych miejscach. Schnie w bardzo przyzwoitym czasie, po jednej. cienkiej warstwie w ciągu 3-4 minut spokojnie można wykonywać dowolne czynności. 

Przepraszam za skórki, ale nie umiem sobie z nimi poradzić. Ciągle jednak dzielnie walczę. 

Na zdjęciu są nałożone dwie warstwy a na to top, sam lakier w sobie nie ma takiego połysku. Na paznokciach utrzymuje się spokojnie 3-4 dni bez odprysków, możliwe jedynie delikatne ścieranie końcówek.
Cena to około 6-7zł za buteleczkę o pojemności 8ml. 

Lubicie lakiery Colour&Go? 

Pozdrawiam! 

Ikat'owy zawrót głowy, czyli Klub Paznokciowy tydzień XVII.

Cześć!
Kolejny tydzień Klubu Paznokciowego zleciał bardzo szybko. W tym tygodniu też postanowiłam coś zmalować. Tym razem do wykonania było ikat print nails. Wzór prosty, ale efektowny można się bawić i bawić, kolorami.

Moja interpretacja ikat print nails wygląda następująco!



Może do ideału daleko, ale jednak mi się podoba, tym bardziej, że to moje pierwsze wykonanie tego typu zdobienia! Jest kolorowo i wyjątkowo. Wzór jest prosty w wykonaniu, myślę, że przy odrobinie wprawy można by było stworzyć prawdziwe cudo.


Lakiery jakich użyłam, od lewej:
my Secret, Herdener 3in1, jako top
Lovely, Classic Nail Polish, nr 25
Miss Sporty, Lasting Colour Maxi Brush, nr 080
Vipera, Polka, nr 54
Golden Rose, Paris, nr 217
Essence, Colour&Go, nr 109



Pomagały mi też dwa  niezastąpione pędzelki.

Jak Wam się podoba zdobienie? 

Pozdrawiam!

Pędzlem malowane, czyli powrót do Klubu Paznokciowego! Tydzień XVI.

Witajcie!
Jakiś czas temu byłam dzielną klubowiczką Klubu Paznokciowego i co tydzień jako jedna z pierwszych wstawiałam swoje zmalowane dziwactwa na blogu. Przez całe 7 tygodni. A później paznokcie zaczęły mi się łamać nie miałam na czym malować i tak na 9 tygodni klub paznokciowy poszedł w odstawkę. Jednak teraz gdy paznokcie trochę urosły postanowiłam wrócić do gry i znów co tydzień malować nowe wzorki!

W tym tygodniu inspiracją były paznokcie zmalowane pędzelkiem a dokładniej fan brush nails. W sumie dopiero się dowiedziałam, że takie zdobienie właśnie tak się nazywa! Ach człowiek się całe życie uczy. Co mi wyszło? Wyszło średnio jak zawsze ale proszę bardzo!



Jak widać wyszło średnio, niestety ale w sumie po to mamy klub żeby się szkolić. Może nieco bliżej...

                  
Tak, wiem mam okropne skórki! Więc proszę dziewczyny kochane pomóżcie co mam z nimi zrobić?! Plus taki, że nauczyłam się ich nie malować tak jak wcześniej!

                         
Do mojego zdobienia użyłam takiego pędzelka. Zdobienie jest łatwe, szybkie i przyjemne. Lubię jego wielowymiarowość. Każdy paznokieć jest inny i za każdym razem wychodzi inaczej.


No i lakiery jakich użyłam do zdobienia od lewej:

Pierre Rene Top Flex, nr 235
Essence Colour & Go, nr 146
Biały lakier, którego nazwy nie widzę
My secret, Hardener 3 in 1. jako top coat

Jak Wam się podoba? Należycie do Klubu Paznokciowego?

Pozdrawiam!

Pozytywny, zielony i z nutką folkloru. Vipera Polka, nr 54.

Witajcie moi Kochani.
Ostatni temat przyjemny nie był dlatego trzeba nieco ocieplić atmosferę. świetnym pomysłem na to może być świeży, wiosenny i zielony lakier do paznokci. Nie sądzicie? 
Ten o którym dzisiaj napisze taki jest. Od razu mówię, że postaram się w końcu pisać krótko, zwięźle i na temat bez rozwlekania się. 


Uwielbiam folklor, uwielbiam wszystko co z folklorem związane dlatego sam pomysł na serię Vipery spodobał mi się bardzo! Butelka o pojemności 5,5ml okraszona pięknym, folklorystycznym motywem kwiatowym jest przepiękna. Choć moim zdaniem lakiery w większych butelkach wyglądają lepiej, ale nie o wygląd tutaj chodzi. Z góry mówię, że kolory na zdjęciu przekłamane. Lakier jest bardzo intensywny, trochę neonowy i przepięknie pozytywny! 
Łatwo się odkręca, bo zakrętka nie jest śliska tylko ma wytłoczone paseczki. Pędzelek jest moim zdaniem za mały, za wąski (nie udało mi się zrobić ładnego zdjęcia pędzelka więc musicie mi uwierzyć na słowo). 

Konsystencja bardzo rzadka co jest dobre i złe, dobre, bo szybko schnie i nawet łatwo się rozprowadza. Złe, bo ma bardzo słabe krycie i smuży, oj smuży okropnie. 


Na zdjęciu powyżej można zobaczyć jak smuży, efekt też jest trochę z mojej winy, bo próbując wytrzeć skórki delikatnie wytarłam także lakier, ale nie zmienia to faktu, że widać iż kolor nie jest jednolity, zwłaszcza właśnie blisko skórek. Krycie jest bardzo słabe, na zdjęciu mam dwie warstwy a i tak końce prześwitują. Duży plus to trwałość, bez odprysków wytrzymuje 4 dni, jedynie końcówki zaczynają się ścierać, ale nie jest to tak bardzo widoczne.

Bardzo go lubię i chętnie upoluję inne lakiery z tej serii o ile gdzieś są, bo dawno ich nigdzie nie widziałam. Niestety nie pamiętam ile kosztował, ale google mówi mi, że 4,50zł więc to całkiem możliwe. 
Mam nadzieję, że się nie rozwlokłam za bardzo znów z postem.

Podobają Wam się takie intensywne kolory?

Pozdrawiam! 

Pechowy przyspieszacz wysychania lakieru. Essence nail art, express dry drops.

Witajcie moi Kochani!
Dzisiaj będzie o wysuszaczu lakieru do paznokci, wysuszaczu który chyba nie był mi pisany i został zdenkowany szybciej niż chciałabym go zdenkować. Dlaczego? Zaraz po zakupie chciałam go wypróbować pomalowałam paznokcie, zakropliłam, chciałam odstawić na miejsce, zapomniałam że nie był zakręcony i wylałam sporą część. Użyłam go później jeszcze kilka razy i znów mi upadł wylewając się trochę. W efekcie zdążyłam użyć go razy 5-6 a reszta poszła się kochać.


Mowa tutaj o wysuszaczu lakieru do paznokci Essence, express dry drops. Po nieudanej przygodzie z jego bratem w spray'u o którym pisałam tutaj postanowiłam wypróbować coś innego, bo bez tego typu wynalazków ciężko mi funkcjonować, paznokcie uwielbiam malować, ale czekanie aż wyschną to jakaś droga przez mękę.

Specyfik kosztuje około 9zł chyba, nie pamiętam dokładnie, dostępne są w drogeriach Natura. Szklana buteleczka, z gumową "pompką". Dla mnie opakowanie nie jest zbyt wygodne, pompka jest zbyt krótka i okropnie się wyślizguje, zwłaszcza, że preparat jest tłusty.


Poza tym aplikacja jest całkiem przyjemna. Zapach nie jest drażniący, jest całkiem przyjemny, jeszcze jakiś czas czuć go na dłoniach. Pipetka nabiera odpowiednią ilość produktu, wystarczy dosłownie kropla i produkt fajnie rozpływa nam się po paznokciu. Mi ręce trzęsą się jak przy parkinsonie więc więc oprócz paznokci umazane mam całe dłonie.

Jak pisałam wyżej preparat jest tłusty co mi się podoba, bo natłuszcza mi skórki, nie wiem czy to tylko wrażenie czy stan faktyczny, ale wydaje mi się, że preparat nabłyszcza lakier. Efekt tłustości po chwili znika, więc naprawdę w niczym nie przeszkadza.
Jeśli chodzi o samo przyspieszenie wysychania to radzi sobie całkiem przyzwoicie, skrócenie czasu schnięcia lakieru jest zauważalne, wiadomo, że produkt nie działa w ciągu minuty, ale 5 maksymalnie 10 minut i można spokojnie wykonywać inne czynności.

Szkoda tylko, że tak krótko mogłam się nim cieszyć. Na pewno kupię go ponownie, bo jest jednym z lepszych wysuszaczy dostępnych obecnie w przystępnej cenie (ciągle opłakuję brak kokosowego z Sensique!).

A jaki jest Wasz ulubiony przyspieszacz wysychania lakieru do paznokci? 

Pozdrawiam!

Wielofunkcyjna odżywka do paznokci My secret. Mały przyjaciel.

Witajcie!
Nie było mnie prawie tydzień, ale były pewne sprawy, które skutecznie odciągały mnie od bloga. Jednak pełna nadziei na koniec tego demonicznego etapu mojego życia wracam do Was z wiarą w lepsze jutro (i krztę sprawiedliwości!).


Dzisiaj przedstawię Wam mojego małego przyjaciela, w którym nie pokładałam zbyt dużych nadziei. Kupiłam go na szybko, przez przypadek i za grosze (nie pamiętam dokładnie ceny). Chwilę nawet stał niezauważony gdzieś w odmętach moich lakierowych czeluści. Pewnego dnia jednak postanowiłam dać mu szansę i zarzucić go na paznokcie jako lakier nawierzchniowy.
Nakłada się go mocno średnio przez bardzo mały, krótki pędzelek, a ja bardzo takich nie lubię.
Nie zmienia zabarwienia lakieru, jest całkowicie niewidoczny. 


Może jego obecność nie jest widoczna od razu, ale widać ją po kilku dniach. Jak się objawia? Ano tak, że lakier na który odżywka została nałożona wciąż na paznokciach się znajduje w stanie nienaruszonym.

Sprawdziłam go na 4 lakierach, których trwałość wcześniej oceniłam na bardzo średnią. Między innymi czarny lakier Miss Sporty, który trzymał się na paznokciach 3 dni a po nałożeniu odzywki zmyłam go po 9 dniach i to dlatego, że już mi się znudził!
Jest to pierwszy specyfik, który naprawdę przedłuża trwałość lakieru. Kosztuje kilka złotych i jest dostępny w Drogeriach Natura.

Producent informuje nas, że  
Pełni funkcję utwardzacza płytki paznokcia, bazy chroniącej i lakieru nawierzchniowego.

Nie zauważyłam utwardzenia, ale to pewnie dlatego, że bezpośrednio na paznokcie produktu nie stosowałam zbyt długo i regularnie, mam od tego inne produkty.

A Wy jakich lakierów nawierzchniowych używacie?

Pozdrawiam!

(przed)Świąteczny miszmasz, czyli Klub Paznokciowy tydzień VII.

Witajcie!

Święta zbliżają się wielkimi krokami więc nic dziwnego, że wzorek w Klubie Paznokciowym taki a nie inny.
Namęczyłam się z tymi choinkami, oj namęczyłam.. Nie ma lekko kiedy do dyspozycji ma się zaledwie taśmę malarską i megawąskie paznokcie. No cóż.. Poszłam na łatwiznę, przyznaję. Choinka najprostsza z możliwych...
Do tego złamał mi się dzisiaj paznokieć.. a nawet dwa.


Może chociaż reniferek nadrabia?

Pozdrawiam!

Essence, express dry spray. Coś co robi nic.

Cześć!

Postanowiłam dodać trochę świątecznego akcentu na blogu, nie chciałam zmieniać szablonu więc stwierdziłam, że zrobię to na zdjęciach.
Poprosiłam pewnego Świętego w czerwonym kubraczku żeby do kilku zdjęć mi zapozował, na początku delikatnie się opierał, ale stwierdził, że dla blogerek wszystko no i jest!

Towarzyszył mi przy sesji pewnego kosmetyku w którym pokładałam duże nadzieje, ale trochę się zawiodłam. Trochę? No może trochę bardziej.


Kiedyś pisałam o wysuszaczach lakieru do paznokci (o tutaj), moim ukochanym wysuszaczem był ten z Sensique, zużyłam chyba z 5 buteleczek... Niestety nie jest już dostępny, a przynajmniej u mnie już go nie ma. Postanowiłam znaleźć dla niego godnego zastępce. Trochę się naszukałam zanim znalazłam jakikolwiek wysuszacz. Pierwszy jaki znalazłam to właśnie ten z Essence, express dry spray. Spodobał mi się, ładne opakowanie, aplikacja wydawała się być fajna, nic tylko brać no i wzięłam.


Właściwie od razu po powrocie do domu postanowiłam go wypróbować! No i czar prysł... Robiłam wszystko jak nakazywał producent, odległość niemal mierzyłam, żeby za blisko ani za daleko nie trzymać. Wstrząsnęłam, popsikałam i poczułam okropny zapach alkoholu! Odrzucający wręcz. Po chwili co prawda się ulotnił, ale niesmak pozostał. 
Strasznie irytowało mnie uczucie zimna na całych palcach po jego aplikacji. Miał to być wysuszacz lakieru tak? No to jakoś się nie sprawdził i w tej kwestii. Nie zrobił kompletnie nic! Myślałam, że to zależy od lakieru, ale na kolejnym zadziałał tak samo, wróć... nie zadziałał w ogóle.
Czekałam kiedy się skończy... No i w sumie długo czekać nie musiałam, bo skończył się po kilku użyciach.

Moim zdaniem cena prawie 10zł za coś co nie robi nic jest stanowczo za wysoka.

Miałyście kiedyś ten wysuszacz? Jakie inne polecacie?

Pozdrawiam! 

PS Przypominam o kończącym się jutro rozdaniu z Firmoo! klik. 

Miało być piórko a wyszło jak zawsze, czyli Klub Paznokciowy tydzień VI!

Cześć!

To już VI tydzień Klubu Paznokciowego! W tym tygodniu inspiracją miały być piórka. Niby nic takiego, kilka kresek i po sprawie. Jednak nie dla mnie.
W zeszłym tygodniu byłam bardzo z siebie zadowolona, paseczki wyszły mi ślicznie. Jak jest w tym? W tym tygodniu zamiast piórka na moich paznokciach podziwiać możecie, krzaczek, drzewko, kłos zboża, cokolwiek... ale nie piórko. No cóż, po 20 próbie poddałam się i zostawiłam jak jest, nie miałam już siły.

Oto zdjęcie!


Bądźmy szczerzy, wyszło kiepsko.

No trudno! Będzie lepiej.

Wy już zmalowałyście swój wzorek na tydzień VI Klubu Paznokciowego?

Pozdrawiam!

Wariacja na temat pasków, czyli Klub Paznokciowy tydzień V!

 No cześć!

W tym tygodniu też coś zmalowałam! Jestem grzeczną klubowiczką i nie poddaję się tak łatwo. Mimo, że w zeszłym tygodniu moje paznokcie prezentowały się okropnie, odrzucały i wyglądały jak pomalowane flamastrami przez dzieci z podstawówki (cyt. mój hejter), w tym tygodniu spróbowałam znów coś zmalować.

Inspiracją na teraz były paski. Oczywiście odebrałam to po swojemu. Co wyszło?


Ano takie cuś wyszło. Ogólnie jestem zadowolona. Dziwne, prawda?

Na pewno nie wszystkim paznokcie będą się podobać, ale w końcu nie to ładne co ładne ale co się komu podoba.

Wam się podoba?

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...