Cudowny granat z kropelką fioletu. Essence, nr 180, it's raining men!

Od zawsze z ciemnych lakierów lubiłam tylko czarny, jakoś tak nie czułam się zbyt dobrze granatowych czy bordowych kolorach. Teraz wydaje mi się, że chyba trafiałam na nieodpowiednie. Moje odczucia odnośnie ciemnych lakierów zmieniły się w momencie kiedy w moje ręce wpadł Essence, nr 180, it's raining men!


It's raining men! To głęboki granat z kropelką fioletu, który rozświetlony jest różowo-fioletowym shimmerem. Zdjęcie naprawdę nie oddają całego jego uroku! Jest przepiękny, przewidywalny a jednocześnie bardzo wielowymiarowy.
Jego konsystencja jest bardzo fajna, jak z resztą we wszystkich lakierach Essence, bardzo je za to lubię, jest gęsta i lakiery są bardzo dobrze hm.. napigmentowane, dzięki czemu przy tym lakierze jedna warstwa naprawdę wystarcza.


Z konsystencją świetnie współgra szeroki i płaski pędzelek, którym bardzo fajnie operuje się przy malowaniu. Z racji tego, że jest delikatnie zaokrąglony na końcu można łatwo dojechać do skórki nie brudząc jej przy tym (choć mi udało się to tylko na dwóch paznokciach! Ale to dlatego, że okropnie trzęsą mi się ręce). Dodatkowo bardzo szybko schnie, dosłownie dwie-trzy minuty a lakier jest już całkiem suchy. ;-)


Szpan na Nikona ;-D
Na zdjęciu paznokcie pokryte są dwiema warstwami + top. 

Jeśli chodzi o trwałość lakieru to jest bardzo dobra, w stanie idealnym utrzymał się na paznokciach przez 4 dni, po tym czasie zaczął odpryskiwać, ale wydaje mi się, że to i tak całkiem niezły wynik.


A to zdjęcie oddaje go chyba najlepiej, jest cudowny! Chociaż błysk prawdopodobnie zawdzięczam topowi.
Jedyne co mnie w nim denerwuje to fakt, że ciężko go domyć, pomijając fakt, że trzyma się mocno z racji posiadania brokatowego shimmera, to kiedy już wystarczająco zmięknie, po przyłożeniu płatka okropnie się rozmazuje, barwi skórki, palce. Jednak za efekt jaki daje będąc na paznokciach wybaczam mu wszystko.

Jak Wam się podoba, lubicie ciemne lakiery? ;-)

Denko luty-maj 2014!

Denka jeszcze u mnie nie było, choć blog ma już prawie półtora roku ;-) postanowiłam jednak prowadzić tę serię na mojego bloga, bo wiem że cieszy się dużą popularnością. Sama lubię pooglądać jak idzie Wam zużywanie kosmetyków.



Z racji tego, że nie zużywam jakoś bardzo dużo kosmetyków miesięcznie, ba zużywam ich tyle co nic, postanowiłam robić denko raz na cztery miesiące. Niestety nie zdążyłam zbierać opakowań od początku roku, więc zaczniemy od lutego. Mam nadzieję w najbliższym czasie produkować więcej odpadów to może denko będzie pojawiać się częściej ;-) no ale do rzeczy!
Acha, będzie sporo zdjęć :D ostrzegam! Nazwa kosmetyków, które recenzowałam będzie podlinkowana i będzie miała kolor fioletowy, wystarczy kliknąć.


The Body Shop, masło do ciała malinowe - jest cudowne, pachnie obłędnie, jeszcze lepiej nawilża. Po prostu miłość! Czy kupię ponownie? Tak! 

The Body Shop, masło do ciała papaya - kolejne masełko TBS, które kocham miłością wielką! Czy kupię ponownie? Tak! 

Ziaja, Rebuild Odbudowa Skóry, Masło do ciała - miałam chyba dwa kosmetyki z tej serii, jeden był całkiem w porządku, ten.. taki sobie. Dodatkowo niezbyt fajnie pachniał. Czy kupię ponownie? Nie

Wellness & Beauty, kremowy płyn do kąpieli kakao i jojoba - Przeciętny płyn do kąpieli, powiedziałabym, że nawet poniżej przeciętnej. Inne zapachy kuszą, ale wiem, że długo się nimi nie nacieszę, więc odpuszczam. Czy kupię ponownie? Nie


Facelle, płyn do higieny intymnej - Sama nie wiedziałam gdzie go umieścić, bo używam go zarówno zgodnie z przeznaczeniem, do mycia twarzy no i do włosów. Jednak postanowiłam wrzucić go do włosów, bo to właśnie na włosy idzie go najwięcej. Jak widać poszły dwie butelki. Muszę napisać o nim w końcu recenzję! Czy kupię ponownie? Tak! 

Garnier, odżywka do włosów, Awokado i masło karite - Bezapelacyjnie moja ulubiona odżywka do spłukiwania. Ostatnio coś tam z nią konkurował balsam aloesowy Potter's, ale zdecydowanie AiK wygrywa! Czy kupię ponownie? Tak! 

Laboratorium Pilomax, Henna Wax, Regenerująca maska do włosów ciemnych - To jeden z tych produktów, z którymi zupełnie się nie polubiłam. :-( nie mogłam się doczekać aż dobije dna, w końcu się jednak udało! Czy kupię ponownie? Nie


Be Beauty, krem do rąk, masło shea i olejek kokosowy - Ten krem kupiłam chyba sto lat temu, całkowicie o nim zapomniałam. Jednak pewnego dnia przypomniałam sobie i zaczęłam namiętnie używać. Bardzo fajny i tani, pewnie coś podobnego jest w Biedronce, bo tej wersji już niestety nie widziałam. :-( Czy kupię ponownie? Gdyby był dostępny to TAK! 

Green Pharmacy, krem do rąk z aloesem - Produkt całkiem w porządku, jednak nie na tyle bym chciała go kupić drugi raz. Chętnie jednak wypróbuję innych wariantów. Czy kupię ponownie? Nie


Isana, bezacetonowy zmywacz do paznokci - Zmywacz to coś co idzie u mnie jak woda, szukałam czegoś bezacetonowego i trafiłam właśnie na ten zmywacz. Jest bardzo fajny, ale trochę wysusza skórki. Czy kupię ponownie? Nie wiem

Lovely, matujący top coat - Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! :-) jestem wielką fanką matowych paznokci, a ten top coat pozwala mi je mieć w dowolnym odcieniu! Czy kupię ponownie? Tak! 

Essence, express dry drops - Bardzo fajny wysuszacz do lakieru, który chętnie bym popróbowała w całości. Póki co jednak mam inny no i lubię testować tego typu kosmetyki, więc nie wiem czy do niego wrócę. Czy kupię ponownie? Nie wiem


Be Beauty, płyn micelarny - mój pierwszy i jedyny micel jaki do tej pory używałam. Bardzo go lubię i mam ochotę wypróbować inne, ale pewnie i tak do niego wrócę, bo jest bardzo tani i spełnia swoje zadanie. ;-) Czy kupię ponownie? Tak! 

Ufff! udało się, już dawno nie pisałam tak długo jednego posta, napisanie go zajęło mi prawie półtorej godziny. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć i dobrnęliście do samego końca. ;-)
Lubicie denkowe posty czy raczej nie?

Jak u Was zużycia w tym miesiącu? Mieliście jakieś kosmetyki, które zużyłam? 

Całkiem niezły eyeliner za przyzwoitą cenę. Essence, liquid ink eyeliner waterproof.

Przez dłuższy czas na moim blogu królowały kosmetyki pielęgnacyjne, postanowiłam jednak od czasu do czasu wrzucić recenzję czegoś z kolorówki, która to coraz bardziej mi się rozrasta. Kosmetykiem, którego obsługi uczę się od niedawna jest eyeliner. Nauka idzie mi dość słabo, ale... każdy kiedyś zaczynał! Najbardziej lubię eyelinery w płynie, jakoś najlepiej mi się ich używa. 


Kiedy skończył mi się mój poprzedni liner, z Wibo postanowiłam spróbować czegoś nowego, choć tamten był naprawdę dobry. Wybór padł na Essence, liquid ink, eyeliner waterproof. Zależało mi na czymś wodoodpornym, ponieważ moje oczy mają skłonność do łzawienia (kochana alergia!).
Opakowanie raczej tradycyjne, choć niezbyt poręczne. Z racji tego, że całość jest bardzo krótka, a zakrętka, którą trzymamy przy aplikacji produktu jest dość gruba, bardzo łatwo jest się pobrudzić. Pobrudzeniu dodatkowo sprzyja fakt, że wyciągnięcie pędzelka z opakowania jest dość trudne, niekiedy trzeba porządnie pociągnąć. 


Sam pędzelek jest świetny, nie jest ani za miękki ani za twardy. Jest bardzo cienki, dzięki czemu kreseczkę możemy z łatwością stopniować. Jest na tyle cienki, że ja, osoba której ręce się trzęsą bardzo mocno jest w stanie narysować sobie cieniutką kreskę tuż nad linią rzęs. Konsystencja jest bardzo fajna, nic nie spływa, umieszczony na oku niemalże natychmiastowo zasycha (miałam już styczność z takimi, które spływały). Kolor jest naprawdę czarny, nie grafitowy czy jakiś tam brązowo-czarny, kruczoczarna czerń, bardzo lubię to w eyelinerach. 


No i test wodoodporności ;-) 
Pierwsza kreska to kreska świeżo namalowana, druga kreska jest przetarta wacikiem z wodą, trzecia kreska przetarta wacikiem z płynem micelarnym. Nie ma tragedii, ale jednak całkowicie wodoodporny nie jest. Wytrzymuje jednak z łatwością cały dzień i nie odbija się na powiece. 
Jeśli zdarzyło mi się uronić łzę kiedy miałam go na oku nie rozmazywał się brzydko co mnie bardzo zdziwiło! Nie tworzył mi efektu pandy kiedy przyłożyłam chusteczkę by osuszyć oko. Po prostu się ścierał nie rozcierając na boki.

Moim zdaniem warto w niego zainwestować, tym bardziej, że kosztuje około 11zł. Dla początkujących będzie idealny, tym bardziej, że pędzelek ma naprawdę fenomenalny. ;-)

A Wy, jakie eyelinery najbardziej lubicie? 

That's what i mint! Essence Colour&Go, nr 146.

Cześć.
Dzisiaj przychodzę z recenzją, recenzją lakieru do paznokci, mojego ukochanego miętuska. To chyba pierwszy lakier, którego kupiłam drugą buteleczkę. 
Mowa tutaj o lakierze Essence Colour&Go, nr 146 that's what i mint! 


Długo szukałam idealnie miętowej mięty, wszystkie zawsze były albo za ciemne, albo za jasne, albo po prostu nie takie. Kiedy na półce zobaczyłam ten lakier, wiedziałam, że to mięta idealna dla mnie.
Buteleczki lakierów Essence chyba każdy zna, więc nie muszę ich nikomu przedstawiać.


Oprócz koloru, który jest piękny od razu wiedziałam, że będzie się nim świetnie malowało. Dlaczego? Z powodu szerokiego pędzelka. Jest taki jakie lubię najbardziej. Szeroki i płaski. W przypadku moich bardzo wąskich paznokci wystarczy przejechać raz i mam pokrytą całą płytkę na szerokość. 
Konsystencję ma bardzo gęstą, dla mnie to też plus, bo bardzo nie lubię rzadkich lakierów. Jeśli chodzi o krycie to spokojnie wystarcza jedna warstwa, ja jednak zawsze dorzucę drugą by pozbyć się delikatnych prześwitów w niektórych miejscach. Schnie w bardzo przyzwoitym czasie, po jednej. cienkiej warstwie w ciągu 3-4 minut spokojnie można wykonywać dowolne czynności. 

Przepraszam za skórki, ale nie umiem sobie z nimi poradzić. Ciągle jednak dzielnie walczę. 

Na zdjęciu są nałożone dwie warstwy a na to top, sam lakier w sobie nie ma takiego połysku. Na paznokciach utrzymuje się spokojnie 3-4 dni bez odprysków, możliwe jedynie delikatne ścieranie końcówek.
Cena to około 6-7zł za buteleczkę o pojemności 8ml. 

Lubicie lakiery Colour&Go? 

Pozdrawiam! 

Pechowy przyspieszacz wysychania lakieru. Essence nail art, express dry drops.

Witajcie moi Kochani!
Dzisiaj będzie o wysuszaczu lakieru do paznokci, wysuszaczu który chyba nie był mi pisany i został zdenkowany szybciej niż chciałabym go zdenkować. Dlaczego? Zaraz po zakupie chciałam go wypróbować pomalowałam paznokcie, zakropliłam, chciałam odstawić na miejsce, zapomniałam że nie był zakręcony i wylałam sporą część. Użyłam go później jeszcze kilka razy i znów mi upadł wylewając się trochę. W efekcie zdążyłam użyć go razy 5-6 a reszta poszła się kochać.


Mowa tutaj o wysuszaczu lakieru do paznokci Essence, express dry drops. Po nieudanej przygodzie z jego bratem w spray'u o którym pisałam tutaj postanowiłam wypróbować coś innego, bo bez tego typu wynalazków ciężko mi funkcjonować, paznokcie uwielbiam malować, ale czekanie aż wyschną to jakaś droga przez mękę.

Specyfik kosztuje około 9zł chyba, nie pamiętam dokładnie, dostępne są w drogeriach Natura. Szklana buteleczka, z gumową "pompką". Dla mnie opakowanie nie jest zbyt wygodne, pompka jest zbyt krótka i okropnie się wyślizguje, zwłaszcza, że preparat jest tłusty.


Poza tym aplikacja jest całkiem przyjemna. Zapach nie jest drażniący, jest całkiem przyjemny, jeszcze jakiś czas czuć go na dłoniach. Pipetka nabiera odpowiednią ilość produktu, wystarczy dosłownie kropla i produkt fajnie rozpływa nam się po paznokciu. Mi ręce trzęsą się jak przy parkinsonie więc więc oprócz paznokci umazane mam całe dłonie.

Jak pisałam wyżej preparat jest tłusty co mi się podoba, bo natłuszcza mi skórki, nie wiem czy to tylko wrażenie czy stan faktyczny, ale wydaje mi się, że preparat nabłyszcza lakier. Efekt tłustości po chwili znika, więc naprawdę w niczym nie przeszkadza.
Jeśli chodzi o samo przyspieszenie wysychania to radzi sobie całkiem przyzwoicie, skrócenie czasu schnięcia lakieru jest zauważalne, wiadomo, że produkt nie działa w ciągu minuty, ale 5 maksymalnie 10 minut i można spokojnie wykonywać inne czynności.

Szkoda tylko, że tak krótko mogłam się nim cieszyć. Na pewno kupię go ponownie, bo jest jednym z lepszych wysuszaczy dostępnych obecnie w przystępnej cenie (ciągle opłakuję brak kokosowego z Sensique!).

A jaki jest Wasz ulubiony przyspieszacz wysychania lakieru do paznokci? 

Pozdrawiam!

Essence, express dry spray. Coś co robi nic.

Cześć!

Postanowiłam dodać trochę świątecznego akcentu na blogu, nie chciałam zmieniać szablonu więc stwierdziłam, że zrobię to na zdjęciach.
Poprosiłam pewnego Świętego w czerwonym kubraczku żeby do kilku zdjęć mi zapozował, na początku delikatnie się opierał, ale stwierdził, że dla blogerek wszystko no i jest!

Towarzyszył mi przy sesji pewnego kosmetyku w którym pokładałam duże nadzieje, ale trochę się zawiodłam. Trochę? No może trochę bardziej.


Kiedyś pisałam o wysuszaczach lakieru do paznokci (o tutaj), moim ukochanym wysuszaczem był ten z Sensique, zużyłam chyba z 5 buteleczek... Niestety nie jest już dostępny, a przynajmniej u mnie już go nie ma. Postanowiłam znaleźć dla niego godnego zastępce. Trochę się naszukałam zanim znalazłam jakikolwiek wysuszacz. Pierwszy jaki znalazłam to właśnie ten z Essence, express dry spray. Spodobał mi się, ładne opakowanie, aplikacja wydawała się być fajna, nic tylko brać no i wzięłam.


Właściwie od razu po powrocie do domu postanowiłam go wypróbować! No i czar prysł... Robiłam wszystko jak nakazywał producent, odległość niemal mierzyłam, żeby za blisko ani za daleko nie trzymać. Wstrząsnęłam, popsikałam i poczułam okropny zapach alkoholu! Odrzucający wręcz. Po chwili co prawda się ulotnił, ale niesmak pozostał. 
Strasznie irytowało mnie uczucie zimna na całych palcach po jego aplikacji. Miał to być wysuszacz lakieru tak? No to jakoś się nie sprawdził i w tej kwestii. Nie zrobił kompletnie nic! Myślałam, że to zależy od lakieru, ale na kolejnym zadziałał tak samo, wróć... nie zadziałał w ogóle.
Czekałam kiedy się skończy... No i w sumie długo czekać nie musiałam, bo skończył się po kilku użyciach.

Moim zdaniem cena prawie 10zł za coś co nie robi nic jest stanowczo za wysoka.

Miałyście kiedyś ten wysuszacz? Jakie inne polecacie?

Pozdrawiam! 

PS Przypominam o kończącym się jutro rozdaniu z Firmoo! klik. 

Naprawdę drobne zakupy!

Cześć!
Nie byłabym sobą gdybym nie wstąpiła do drogerii będąc gdzieś "na mieście" tak było i ostatnio. 
Nie miałam w planach kupować niczego szczególnego, po prostu wstąpiłam no i oczywiście znalazło się kilka rzeczy, które koniecznie mieć muszę. 

Tym razem zakupy były naprawdę drobne, zaledwie cztery sztuki a co to było? Tak pokrótce przedstawię moje nowe nabytki.

Peelingujący żel do mycia ciała z Farmony. 
Zauroczyła mnie butelka no i zapach, pięknie pachnie kawą, taką prawdziwą kawą, świeżo parzoną, cudo! 
Już raz go użyłam, nie mogłam się oprzeć i jestem zadowolona, na pewno będzie recenzja.

Osuszacz lakieru o zapachu kokosowym z Sensique. Nie wyobrażam sobie malowania pazurków bez wysuszacza, miałam już dwa o których pewnie napiszę recenzję.
Jak będzie sprawował się ten? To się okaże, póki co potwierdzam, pachnie kokosem! Pięknie pachnie kokosem.

Oczywiście nie obeszłoby się bez nowego lakieru do paznokci. Postawiłam na Essence, chociaż nie jestem przekonana do lakierów z tej firmy, ale może ten akurat będzie w porządku.
Kolor na tym zdjęciu mocno przekłamany, jest ciemniejszy. Zdecydowanie lepiej jego kolor oddaje pierwsze zdjęcie. 

No i ostatni zakup. Dwufazowa odżywka do włosów z olejkiem arganowym. 
Moje włosy zdecydowanie potrzebują pomocy, są przesuszone i zniszczone, może ta odżywka da sobie z nimi radę? Miejmy nadzieję.

A jak tam u Was ostatnio z zakupami? Miałyście któryś z wyżej wymienionych kosmetyków?
Pozdrawiam!

Coś co kocham- lakiery do paznokci.


Dzień dobry! 
Dzisiaj witam się z Wami wraz z moimi 42 cudeńkami w postaci lakierów do paznokci.


Lakiery kocham miłością wielką, może moja kolekcja nie jest jeszcze zbyt pokaźna, ale przy każdym wstąpieniu do drogerii uzupełniam ją o nowy nabytek. Paznokcie maluję średnio dwa razy w tygodniu, chyba że pojawia się na nich jakiś wzorek w stylu ombre nails, czy nawet zwykłego frencza zostawiam go troszkę dłużej by się nim nacieszyć. 

Chyba nie mam ulubionych kolorów, w których najchętniej widzę swoje paznokcie, każdy lakier ma swój urok dlatego mam lakiery chyba w każdym kolorze. Najwięcej u mnie chyba odcieni różu, chociaż paradoksalnie najrzadziej takimi kolorami maluję paznokcie.







Teraz trochę o firmach z których posiadam lakiery. 


Miss sporty, w sumie jak widać mam tylko dwa lakiery z tej firmy, jeden to błękitny, dość gęsty lakier, długo utrzymujący się na paznokciach, drugi to lakier do frencza ze specjalnie ściętym pędzelkiem, dzięki któremu można precyzyjnie i szybko pomalować końcówki. 
Ich wadą na pewno jest to, że szybko wysychają w buteleczce z powodu swojej gęstości. 
Manhattan, lakierów tej firmy mam kilka, nie są one z polskiej dystrybucji, dostałam je w prezencie więc nie wiem jak mają się do tych sprzedawanych polskich drogeriach. Mają wygodne pędzelki dzięki którym fajnie nakłada się lakier, ale mam sporo zastrzeżeń co do ich trwałości, odpryski robiły mi się już po około dniu od pomalowania.

Wibo, jest to firma na drugim miejscu pod względem ilości posiadanych przeze mnie lakierów. Dostępne są w drogeriach sieci Rossmann. Na pewno przekonuje mnie ich cena, bo kosztują około 5-6zł, gama kolorystyczna też niczego sobie, chociaż mogłaby być nieco pokaźniejsza. Co do trwałości to zależy która seria, 
najlepiej na moich paznokciach sprawdzają się Extreme Nails.

Golden Rose, to mój absolutny faworyt jeśli chodzi o lakiery do paznokci, uwielbiam ich cenę, trwałość, gamę kolorystyczną każdej z serii, mam ich kilka, chyba najwięcej i kiedy jestem w drogerii właśnie po te lakiery najchętniej sięgam.
Essence, nie lubię tych lakierów, długo schną, trwałość jest tragiczna, nie utrzymują się ani dnia na paznokciach, zwłaszcza ścierają się na końcówkach choć paznokcie maluję na zakładkę. Jedynie brokatowe fajnie się prezentują i są w miarę trwałe, ale typowa kolorówka dla mnie tragedia. Nie polecam!
Vipera, kolory mają śliczne, ja obecnie posiadam dwa, pomarańczowy, na paznokciach jest taki intensywny, rażący oraz żółty z drobinkami brokatu, Trwałość bardzo dobra, ale buteleczka kosztuje około 10zł, dla mnie gdzie lakiery mi się szybko nudzą kosztuje to troszkę za dużo.


Posiadam też sporą ilość lakierów różnych innych firm, są to pojedyncze sztuki więc nie dodawałam każdego z osobna. Jak widać pojawia się tu Avon, Astor, Mariza, w tle gdzieś widać Eveline oraz mnóstwo lakierów no name.








A wy jakie lubicie lakiery? Często malujecie paznokcie? Macie takie samo zdanie co do firm, które wymieniłam, czy całkiem inne?
Zapraszam do komentowania i wyrażania swojej opinii, na temat treści posta a także chętnie dowiem się czy taka forma Wam się podoba, czy jest czytelnie? Za wszelkie uwagi będę wdzięczna! Pozdrawiam. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...