Co we włosach piszczy?

O moich włosach nie pisałam chyba ze sto lat, ogólnie mało tu piszę a o włosach to już w ogóle. Dlaczego?
Pewnie dlatego, że nie mam na nie czasu... Nie mam czasu zrobić z nimi nic, dosłownie nic. Myję je raz w tygodniu byle czym, co tylko złapię w ręce. Oleju też nie widziały chyba z pół roku. Jak one na to reagują? Chyba niezbyt dobrze, bo.. wypadają, są przesuszone i ogólnie obraz nędzy i rozpaczy, ale ja postanowiłam to zmienić! ;-)

Na początek obecny stan mojego włosia: 


Tak nie mam makijażu, tak mam głupią minę, tak zmieniłam nieco kolor włosów..
No i właśnie w tej zmianie koloru tkwi sedno sprawy. Kocham rudości, czułam się w nich świetnie, naprawdę! Jednak po pierwsze nie do końca pasowało to do mojej urody, po drugie cholernie ciężki w utrzymaniu jest ten kolor, trzeba farbować prawie co miesiąc bo inaczej tragizm ostateczny. Na tym farbowaniu moje włosy też ucierpiały, dlatego..
Moim postanowieniem noworocznym jest wrócić do naturalek, ale żeby nie było tak kolorowo to za punkt honorowy obrałam sobie doprowadzenie moich włosów do koloru choć trochę do naturalnego zbliżony, rudy to jednak taka cholera, że jak się już go nosi to trzeba go nosić do końca życia.
Po dwóch farbowaniach farbami na poziomie 8.0, moje włosy wyglądają tak jak wyżej.

Teraz już sama nie wiem czy mam farbować dalej czy po prostu zostawić je w spokoju i niech sobie rosną.

Może Wy mi pomożecie? ;-)

Szamponowy ideał od Love Me Green!

Witam się z Wami o rok starsza! Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, na blogu więc post o kosmetyku do włosów, czyli coś czemu w mojej pielęgnacji poświęcam wyjątkową uwagę.

O szamponach Love Me Green słyszałam już jakiś czas temu, blogerki wychwalały je pod niebiosa a mi ślinka ciekła coraz bardziej. Jakoś nie po drodze było mi do zakupu tych kosmetyków, więc moje rozochocenie się uśpiło. Kiedy na Wakacyjnym Spotkaniu Blogerek w torbie z giftami zobaczyłam ten szampon wiedziałam, że od razu go wypróbuję i tak też się stało!


Opakowania kosmetyków LMG są bardzo minimalistyczne, ale mają w sobie coś uroczego, sama nie wiem co ;-)
Szampon pachnie trochę jakby miodem, akurat kwestia zapachu to i kwestia gustu, mi się akurat średnio podoba, bo nie przepadam za niczym co miodowe. Konsystencja dość gęsta, ale przyjemna w używaniu.
Ostatnio mam chyba pecha do słabo pieniących się szamponów, ten taki jest. Bardzo słabo się pieni, co jednak nie przeszkadza w tym, że włosy domywa baaaardzo dobrze, wręcz zaskakująco dobrze!
Za co kocham miłością bezgraniczną ten szampon? 
Po pierwsze (acz nie najważniejsze), za wydajność. Słabo się pieni, to fakt ale dzięki temu, że jest dość gęsty wystarczy go naprawdę niewiele by dobrze umyć moje bądź co bądź dłuuuugie włosy.
Po drugie, za jego naturalność. Jak widać na opakowaniu jest naturalny aż w 98%!
Po trzecie, za to co robi z moimi włosami! Już w chwili kiedy stykają się z szamponem są niesamowicie gładkie, lejące, ujarzmione. Po prostu cudo! Nigdy nie widziałam żeby szampon bądź co bądź naturalny robił coś takiego z włosami. Po jego użyciu są tak niesamowite, że odżywka naprawdę jest zbędna, a kiedy już wyschną stają się bardzo gładkie a w dotyku wprost jedwabiste.

Mogłabym tak pisać i pisać i pisać, ale po co... napiszę jedno słowo CUDO!

Miałyście ten szampon? Może macie ochotę go zakupić? ;-)

Już niedługo dodam coś bardziej włosowego, bo ostatnio zaniedbałam ten temat na blogu.


Moje włosy rozpoczęły intensywną terapię!

Jesień, ja już czuję ją w powietrzu, czy to dobrze? Dla mnie świetnie, nie wiem jak dla Was :-)
Dzisiaj przychodzę do Was z postem w sumie trochę zapowiadającym coś, mam nadzieję coś dobrego, ale sama nie wiem.
Minął miesiąc od kiedy listonosz zawitał do mnie z paczką od Elfa Pharm, w której to przyniósł mi całkiem nową serię Instensive Hair Therapy.
Dlaczego zgodziłam się ją przetestować, ano dlatego że niby włosy nie lecą mi jakoś bardzo, (choć w sumie można znaleźć je wszędzie gdzie tylko pojawię się na sekundę), ale lepiej zapobiegać niż leczyć, co? ;-)


Cała seria składa się z czterech kosmetyków i prezentuje się właśnie tak jak na zdjęciu wyżej. Oczywiście mądra ja, nie zrobiłam zdjęcia po wyjęciu z opakowań, przepraszam ;-) kilka słów o tym co zawiera zestaw i moje pierwsze wrażenia.

Naturalny olejek łopianowy - opakowanie ma identyczne jak wszystkie inne olejki Elfa Pharm (Green Pharmacy), ale dodatkowo wyposażony jest w pipetkę, która to znacznie ułatwia aplikowanie go na skórę głowy, bo nie muszę przedzierać się przez gąszcze włosów. Dla mnie absolutny HIT. Olejek bardzo intensywnie pachnie, tylko tyle chyba mogę powiedzieć po pierwszym użyciu.

Szampon łopianowy - ma buteleczkę wykonaną z bardzo solidnego plastiku, jest wręcz ciężki. Bardzo słabo się pieni, nawet przy myciu metodą kubeczkową. Nie lubię tego ;-( jednak jest coś co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, bo świetnie domywa olej, mimo tego, że słabo się pieni.

Odbudowujący balsam-maska łopianowy - trochę się jej obawiałam tak szczerze, bo te ziołowe maski to tak średnio na jeża na mnie działały, najbardziej zawsze zależy mi na tym by włosy się łatwiej rozczesywały i były takie.. lejące, ta maska to sprawia. No i jest.. szybka ;-D trzyma się ją dwie minuty.

Serum łopianowe - ostatnim krokiem do zdrowych i mocnych włosów ma być serum łopianowe, które to aplikujemy na włosy (buteleczka z atomizerem) po umyciu, możemy na szczęście po użyciu stosować produkty i urządzenia do stylizacji. Dozowanie bardzo przyjemne.

Wszystkie produkty mają charakterystyczny dla siebie łopianowy zapach, który mi osobiście nie przeszkadza. Póki co mogę powiedzieć naprawdę niewiele, bo dopiero zaczęłam testy, ale będę Was informować na bieżąco czy wypadanie się zmniejszyło, czy zwiększyło czy w ogóle nie robi się nic. Jednak ze względu na brak czasu na bloga postępy relacjonować możliwie często na facebooku, na który chętnych bardzo serdecznie zapraszam. Ogólnie posty na blogu postaram się dodawać w miarę możliwości. ;-)

A jak moje włosy zareagowały na wczorajszy zestaw od Elfa Pharm?


Wyschły sobie naturalnie. Jedynie co godzinkę w czasie schnięcia je męczyłam ugniataniem, ale i tak jest całkiem nieźle. Ogólnie jestem zadowolona tym w jakiej są formie, zważając na to, że nie robię z nimi prawie nic a one i tak wyglądają naprawdę dobrze. ;-) jak widać trochę tez urosły, jedynie kolor do odświeżenia, ale to dopiero zastanowić się muszę czy nadal chce być rudzielcem.

Kusi Was seria Intensive Hair Therapy, czy może nie? ;-)

PS Fakt iż otrzymałam produkt w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.

"Myjesz włosy płynem do higieny intymnej?!" - czyli o sławnej Facelle słów kilka dorzucę.

Długo się zastanawiałam gdzie ten produkt wstawić, bo.. używam go do wszystkiego. Zaczynając od włosów, przez twarz, całe ciało włącznie z miejscami intymnymi - w końcu to jego przeznaczenie. Kupiłam go jednak głównie ze względu na włosy, więc właśnie w czwartek pojawi się kilka słów na jego temat. ;-) wspomnę też jak radzi sobie z myciem pozostałych części ciała!


Ale jak to? Myjesz włosy płynem do higieny intymnej? Przecież to obrzydliwe!
Chyba nie zliczę tego ile razy to słyszałam. Przyznaję się do tego! Otwarcie, publicznie, wychodzę z szafy! Myję włosy płynem do higieny intymnej!
Powiem więcej, polecam mycie nim włosów, dlaczego? Bo nie ma SLSów, bo jest delikatny, bo dobrze się pieni, bo nie plącze tak bardzo (tak bardzo to zwrot kluczowy, nie mówię, że nie plącze w ogóle!), bardzo łatwo domyć nim olej, nie obciąża włosów a dodatkowo jest tani i wydajny! Dobrze, może trochę wysuszyć i lepiej nie używać go na skalp jeśli jest podatny na wysuszenie, ale więcej minusów nie znam, bo.. ich nie ma!


Powiem więcej! Płynem do higieny intymnej myję... twarz. O nie, jak ja mogę?! A mogę! A robię to! (wykrzyniki, jeszcze więcej wykrzyników!!!)
Nie zawiera mydła, jest delikatny, fajnie oczyszcza skórę, nie zapycha, nie tworzą mi się po nim żadne niespodzianki. No ideał. Czego chcieć więcej? No fajnie by było gdyby nadawał się do mycia wszystkiego.. myję nim jeszcze ciało, miejsca intymne, których nie podrażnia ;-) myję w nim pędzle, te z naturalnego włosia też, nie robi im krzywdy. No i fajnie jeszcze gdyby był łatwo dostępny i tani ;-) kosztuje 4zł i dostaniemy go w każdym Rossmanie.

Kończę już milionową butelkę i kupię jeszcze, jeszcze i jeszcze! Zawsze w zapasie mam przynajmniej 2 butelki. Teraz na wyjazdy będzie idealny, mówię Wam. Jedna butelka a umyjecie wszystko. Gdyby tylko jeszcze sam zmywał... ech, marzenia ;-) 
Zaznaczam, że nie każdy płyn do higieny intymnej nadaje się do mycia nim... czegokolwiek. 

Lubicie Facelle? Do jakich celów używacie?

PS Znów znikam, na jakiś tydzień. Miłość mnie wzywa... ;-) do przeczytania Kochani! ;-*

Aktualizacja włosowa, czerwiec 2014.

Ostatni czwartek miesiąca to nic innego jak idealny dzień na podsumowanie włosowych poczynań. ;-) moje włosy przyzwyczaiły się już do cięcia więc jestem z nich coraz bardziej zadowolona. No ale po kolei :-)


Kosmetyki do włosów kupione w tym miesiącu: W tym miesiącu przybyła mi cudowna rzecz, mianowicie krem do loków Bootsa, nie wymienię go na żaden inny, jest BOSKI <3 no i kupiłam litrowego Kallosa mlecznego i farbę do włosów, bo odrosty zaczęły mnie pożerać ;-D
Najczęściej używany olej: Oj tutaj się muszę się przyznać, że w tym miesiącu odpuściłam olejowanie, w sumie może nakładałam olej trzy lub cztery razy. ;-( i w sumie za każdym razem inny.
Najczęściej używany szampon: Tutaj też różnie. Trochę Facelle, trochę babydream, ale jednak przeważały szampony Green Pharmacy.
Najczęściej używana d/s: Mleczny koktajl z Cosmofarmy o którym muszę w końcu napisać, bo jest bardzo fajny ;-)
Najczęściej używana b/s: W związku z tym, że używałam kremu do loków to już d/s nie używałam. Więc żadna.
Przyrost: Zaledwie dwa centymetry, zwolniły coś ostatnio... ;-(
Długość włosów: w najdłuższym miejscu włosy mają długość około 48cm
Grubość kucyka: 10cm, nie wiem czy to cieniowanie czy wypadanie (którego w sumie nie zauważyłam), ale uciekł mi centymetr z kucyka ;-(

No i najnowsze zdjęcie, wczorajsze po fabowaniu ;-) jak widać wciąż jestem ruda! No i jeszcze chwilkę pobędę, bo jako ruda czuję się tak dobrze! Jednak stan moich włosów jest chyba ważniejszy i postanowię wrócić do naturalnego, choć coraz częściej w głowie huczy mi myśl o hennie, bo na myśl o rozstaniu z rudością robi mi się smutno ;-(
Nie wiem czy to włosy przyzwyczajają się do cięcia, czy krem Bootsowy odwala taką robotę, ale naprawdę ostatnio jestem zachwycona tym jak wyglądają (pomijam wczorajsze połamańce, zawsze po farbowaniu mam trochę suszy). Zakochuję się w moich włosach od nowa a one pokazują mi jak bardzo się z tego cieszą.
Mam nadzieję, że lipcowa aktualizacja będzie nieco bogatsza, bo w tym miesiącu trochę odpuściłam. ;-)

A jak Wasze włosy w czerwcu? 

Jeden z włosowych ulubieńców. Green Pharmacy, szampon do włosów z rumiankiem lekarskim.

Nieśmiało witam się z Wami po tygodniowej nieobecności. Wstyd mi strasznie, że opuściłam się tak z postami, ale dopadł mnie jakiś kryzys. Mam nadzieję, że to chwilowe i niedługo znów będę pełna sił i chęci do tworzenia nowych postów dla Was.
Dzisiaj wykrzesałam z siebie resztki inwencji i postanowiłam napisać kilka słów o szamponie do włosów Green Pharmacy, tym razem z rumiankiem lekarskim.


Dopiero na zdjęciu zauważyłam, ze jest czymś uwalony ;< a już za ciemno na robienie nowych zdjęć, więc musicie mi to wybaczyć.
Więc... jestem ogromną fanką kosmetyków do włosów GP (no może oprócz pokrzywowego balsamu), dlatego też z chęcią sięgnęłam po ten wariant. Czego od niego oczekiwałam? W sumie tylko tego żeby dobrze się pienił, dobrze zmywał olej, nie plątał włosów i trochę je rozjaśniał.
Najbardziej obawiałam się zapachu, bo bądźmy szczerzy... fanką ziołowych zapachów to ja nie jestem, moje obawy okazały się być bezpodstawne, bo szampon pachnie bardzo ładnie, rumiankowo, ale przyjemnie.
Bardzo dobrze się pieni, wystarczy go niewielka ilość aby dobrze umyć całe włosy, oleje domywa bardzo dobrze, choć czasami robię tak jak zaleca producent i myję nim głowę dwa razy pod rząd.
To co mnie bardzo zaskoczyło to fakt, że nie plącze mi włosów! Już po samym myciu z łatwością mogę rozdzielić włosy palcami, są przyjemne w dotyku, bardzo mi się to podoba a niestety jest rzadkością w szamponach bez SLS. Czy włosy rozjaśnia? Muszę przyznać, że znacznie przyspiesza wypłukiwanie się farby. Używałam go kiedyś, kiedy chciałam nieco zejść z ciemnego brązu i teraz kiedy jestem przed samym farbowaniem i chcę wypłukać to co jeszcze mam na głowie by następny kolor wyszedł mi jaśniejszy.
Jestem bardzo zadowolona z jego działania i zapewne kupię ponownie, tym bardziej że cena zachęca, bo kosztuje około 8-9zł za 350ml.

Miałyście ten szampon? Jakieś inne lubicie? Ja poluję jeszcze na ten z arganem i granatem <3

Moje włosy zaczynają przypominać moje włosy! Dzień z życia moich włosów #6

Bardzo dawno nie było już wpisu z tej serii, więc postanawiam nadrobić ;-) nie było, bo czułam się po ścięciu bardzo, bardzo źle. Jednak w końcu moje włosy zaczynają przypominać właśnie... moje włosy to i przychodzę do Was z dniem z ich życia.
Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale wiatr mi ciągle przewracał kosmetyki i rozwiewał włosy ;-( 


Olej: Na trochę ponad dwie godziny wrzuciłam na włosy olej sezamowy
Mycie: Szampon GP z rumiankiem, chcę wypłukać do końca tę rudość, którą mam żeby następna farba nie wyszła mi za ciemna. Już końcówka, będzie recenzja!
Odżywka: Dzisiaj na piętnaście minut poszła porcja AiK z kilkoma kroplami gliceryny 
Stylizacja: krem do loków Boots, ugniatanie i suszenie chłodnym nawiewem z dyfuzorem


W dotyku są bardzo miękkie, czuję że jest ich dużo objętościowe a jednocześnie są jako-tako zdyscyplinowane, zaczynają zbijać się w miękkie pukle zamiast beznadziejnie, nijako wisieć. Chyba zaczyna być dobrze!


Jak widać góra jest bardzo fajna (przynajmniej sobie tak wmawiam), dół nadal do końca nie chce współpracować, trochę puchu się jawi ale... kto by się tym przejmował? :-D jest dobrze!

A jak tam Wasze włosy ostatnio? Pogoda je katuje? ;-) 

Żel idealny! Cien, extreme styling gel.

Nie od dzisiaj wiadomo, że żel do włosów to najlepszy przyjaciel każdej zakręconej, włosowo oczywiście ;-) są żele lepsze i gorsze, dzisiaj kilka słów o tym zdecydowanie lepszym! O żelu do włosów Cien dowiedziałam się na wizażowym wątku dla zakręconych, nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła, podchodziłam do niego trochę sceptycznie, bo moje wcześniejsze przygody z żelami do włosów nie kończyły się dobrze. W tym przypadku było jednak inaczej, zdecydowanie inaczej! 


Żel zamknięty jest w tubce o pojemności 150ml, jest to zdecydowanie wygodniejsza forma opakowania niż słoiczki, łatwiej jest żel aplikować.

Konsystencja jest... żelowa. ;-P ale żel żelowi nierówny, więc ten jest dość gęsty i klejący. Jeśli chodzi o zapach to jest to dość drażliwa kwestia, ponieważ pachnie jak tania woda po goleniu, taka najtańsza, z kiosku można powiedzieć no name (ewentualnie Korsarz :-D). Mi ten zapach nie przeszkadza, ale wiem że są osoby które drażni. 


Żel jest bardzo wydajny. Wystarczy go tyle co na zdjęciu powyżej, by wystylizować moje dość długie (nadal ;-P) włosy. Nie wiem czy jest to widoczne, bo ciężko było mi to wyłapać na zdjęciu, ale znajdują się w nim drobinki jakby brokatu, jednak jest to zupełnie niewidoczne po nałożeniu na włosy.
Dlaczego pokochałam ten żel? Bo mimo tego, że mocno trzyma włosy to zupełnie ich nie skleja, nie pozostawia po sobie żadnego śladu, włosy są miękkie, przyjemne w dotyku a jednocześnie zdyscyplinowane. Zdarzyło mi się dać go naprawdę dużo a włosy i tak nie były posklejane i tak wyglądały naturalnie. 

Moim zdaniem jest do świetny wybór dla każdej kręconowłosej, która szuka fajnego, bezalkoholowego żelu do włosów. Dostaniemy go oczywiście w Lidlu a jego cena to około 8zł (o ile się nie mylę, jeśli się mylę to proszę mnie poprawić :-D).
Acha! Przy pisaniu tego posta przyszło mi do głowy żeby napisać taki post ogólny o żelach, jak używam, kiedy, po co i w ogóle. Chcielibyście czy niekoniecznie? ;-)

Używacie żeli do włosów? Jakich? ;-)

Aktualizacja włosowa, maj 2014.

Do końca maja zostało zaledwie dwa dni, więc najwyższa pora na aktualizację. Spodobała Wam się tamta, krótka i treściwa forma więc przy niej pozostaniemy.
W tym miesiącu trochę z włosami kombinowałam, póki co koloryzację odstawiłam na bok, bo jeszcze jej nie wymagały, ale poszalałam z cięciem, ale o tym już za chwilę ;-)


Kosmetyki do włosów kupione w tym (już zeszłym) miesiącu: Musze się pochwalić (tak, pochwalić, bo staram się nie kupować a zużywać), że w tym miesiącu nie przybył mi ani jeden kosmetyk do włosów! ;-) mam jeszcze spore zapasy szamponów, odżywek, masek i z tych zasobów korzystam. 
Najczęściej używany olej: W tym miesiącu miejsce mojego ukochanego oleju sezamowego zajął olej z orzechów arachidowych. Co prawda nie podbija mi tak skrętu jak olej sezamowy, ale włosy są po nim dociążone, nawilżone i błyszczące.
Najczęściej używany szampon: Tu też zmiana, bo tym razem najczęściej używałam babydream, moje włosy zaczynają się z nim lubić i już się tak nie plączą.
Najczęściej używana d/s: Tutaj trochę pół na pół, bo używałam zarówno Garniera AiK jak i balsamu Ms Potter's z aloesem i jedwabiem. Ten drugi coraz fajniej działa na moje włosy.
Najczęściej używana b/s: Joanna wrzos i mięta 
Przyrost: W tym miesiącu przyrost trochę osłabł, bo urosły około 3cm, odrost mam na 2,4cm, ale farbowałam włosy 3 tygodnie temu, więc doliczyłam sobie te kilka milimetrów :-P
Długość włosów: w najdłuższym miejscu włosy mają długość około 46cm
Grubość kucyka: 11cm 


W poniedziałek wybrałam się do fryzjera. Chciałam nieco podciąć to co najbardziej zniszczone (poszło ok 4-5cm) no i zrobić cięcie warstwowe, chciałam żeby skręt mi się trochę podniósł. Cięcie samo w sobie nie było złe, oprócz tego, że zamiast U pani obcięła mnie w bardzo mocne V. Pomijam już to, że włosy wyglądały jak siano (patrz zdjęcie po lewej), z powodu okropnych błędów przy stylizacji. Następnego dnia zrobiłam włosy po swojemu i to co zobaczyłam doprowadziło mnie niemal do łez, z włosów, które były gęste, niesamowite objętościowo zostały mi smętnie wiszące firanki i w dodatku ten brzydki ogon (patrz zdjęcie po prawej). ;-(


Z racji tego, że nie mogłam na ten ogon patrzeć moja Pani fotograf po prostu go ciachnęła, by włosy bardziej przypominały U (patrz zdjęcie po prawej). Tył nadal nie do końca mi się podoba, wydają się bardzo cienkie, smętne i liche, co prawda skręt jest wyżej, ale nie jest to coś czego oczekiwałam.
Zachwycona jestem natomiast tym jak układają się z przodu. Bez cięcia warstwowego nie było szans by skręt był tak wysoko i co najważniejsze by trzymał się tak długo. Po godzinie-dwóch od mycia miałam okropny wyprost, to zdjęcie wyżej robione jest po pięciu godzinach od mycia i włosy w takim stanie utrzymują się do dziś. ;-)
Na całe szczęście z tyłu się nie widzę, więc jakoś muszę przeżyć to jak wyglądają, przód natomiast mnie zachwyca ;-)

A jak Wasze włosy w tym miesiącu? Jakiś progres? 

Balsamie o balsamie, czemuż nie robisz nic prawie? Balsam do włosów z pokrzywą zwyczajną, Green Pharmacy.

Bardzo lubię kosmetyki Green Pharmacy do włosów, większość rzeczy jakie miałam, a miałam sporo u mnie sprawdziły się świetnie. Jednak jak to często bywa w całej gamie cudowności musi trafić się coś nie do końca udanego. Takim nie do końca udanym produktem jest dla mnie balsam do włosów zniszczonych, łamliwych i osłabionych z pokrzywą zwyczajną. 



Konsystencja balsamu jest bardzo przyjemna, dość rzadka, ale nie na tyle by spływała z dłoni. Bardzo przyjemnie aplikuje się produkt na włosy, który z nich nie spływa, włosy go szybko "piją". Zapach, tu mogłabym mówić tylko źle, bo o tyle o ile ziołowy zapach w innych specyfikach GP mnie nie drażni (no pomijając szampon przeciwłupieżowy :D), tak ten jest dość odrzucający i bardzo nachalny.
Kiedy użyłam go pierwszy raz już wiedziałam, że się nie polubimy. Byłam przyzwyczajona do tego, że już podczas nakładania odżywki/balsamu moje włosy miękły, stawały się delikatnie i łatwiej było je rozdzielić, w tym przypadku nic takiego nie miało miejsca. Moje włosy bardzo tego potrzebują z racji tego, że po większości myjadeł do włosów jakich używam są bardzo "tępe". Oprócz tego, że źle się nakłada to nie widzę żadnej poprawy stanu włosów po jego stosowaniu.
Znalazłam jednak dla niego zastosowanie i kładę go pod olej gdzie sprawdza się całkiem nieźle, mam wrażenie jakby wzmacniał działanie oleju. Tak więc sam w sobie marny z niego produkt, ale pod olej nadaje się idealnie.
W składzie ma silikon, ale z tych delikatniejszych, dający się zmyć łagodnym szamponem, ma też parafinę, ale oprócz tego znajdziemy też mocznik, oraz wyciąg z łodygi skrzypu polnego.
Jego cena to około 8zł za 300ml. 

Lubicie kosmetyki Green Pharmacy? Mieliście ten balsam? A może polecacie jakieś inne od Green Pharmacy?

Miał być bad hair day, lecz nie wyszło. Dzień z życia moich włosów #5

Kiedy tylko spłukiwałam odżywkę z głowy stwierdziłam, że dzisiaj będzie BHD, nie wiem dlaczego, ale tak stwierdziłam. Moje włosy były jakieś dziwne i stwierdziłam, że raczej nic dobrego z nich nie będzie. Nieskromnie powiem, że bardzo się pomyliłam i moje włosy są w bardzo dobrej formie, ale o tym już za momencik.


Mycie: z racji tego, że moje problemy łupieżowe nieprzerwanie trwają, skalp myję szamponem przeciwłupieżowym Green Pharmacy, natomiast długość włosów traktowana jest niezastąpioną Facelle.
Odżywianie: do spłukiwanie wybrałam dzisiaj maskę z Cosmofarmy, której nie ubyło mi nawet pół, całkiem fajna jest ;-) kiedyś naskrobię o niej notkę, natomiast bez spłukiwania, standardowo Joaśka, tym razem w wersji pokrzywy z zieloną herbatą. Zdecydowanie bardziej wolę wersję niebieską, ale skoro jest to trzeba ją zużyć. Bardzo ładnie pachnie <3
Stylizacja: jak widać mój kochany i niezastąpiony żel Lidlowy. Dałam dosłownie ziarenko i wgniotłam we włosy. Następnie na 15 minut ręcznikowanie i zostawiłam do samodzielnego wyschnięcia, raz na godzinę ugniatając. 
Włosy naturalnie schną mi około 4-5 godzin ;-)


Tak właśnie prezentują się wizualnie. Jak widać planowanego BHD nie ma. są dość ładnie i regularnie pokręcone. W dotyku są bardzo miękkie i delikatne, aż chce się dotykać <3 Końce idą do ścięcia i to już niedługo, bo pod koniec miesiąca.

A jak Wasza pielęgnacja włosów w ostatnim czasie?

PS Wolicie zdjęcia kosmetyków na białym tle, czy takie jak były wcześniej czyli na tle 'różnorodnym'?

Siemię lniane w pielęgnacji włosów.

O tym, że siemię lniane jest dobre, zdrowe i w ogóle najlepsze na wszystko słychać wszędzie. Można je jeść/pić samo, lub dodawać do ciast, zup, sałatek i wielu, wielu innych rzeczy.
Coraz popularniejsze stało się także stosowanie siemienia do pielęgnacji włosów. Ja też uległam tej "modzie" i spróbowałam kilka sposobów na wykorzystanie siemienia lnianego.


Żel lniany 

Mój sposób na przygotowanie: 

2 łyżki stołowe siemienia lnianego (oczywiście takie jak na zdjęciu wyżej, czyli w ziarenkach. Mielone się nie nadaje!)
pół szklanki wody

Do garnka wlewam wodę, wsypuję siemię. Gotuję tak na najmniejszym ogniu aż woda zacznie się gotować. Sprawdzam łyżką czy robi się glutowaty, jeśli tak gotuję na wolnym ogniu 15 minut (od kiedy woda zacznie się gotować), ciągle mieszając, zwłaszcza po dnie by ziarenka się nie przyczepiały, jeśli nie gęstnieje, dosypuję ziarenek. 
Po 15 minutach zdejmuję z ognia, przecedzam przez sitko i voilà, nasz żel lniany jest gotowy! Przechowujemy go w lodówce do półtora tygodnia.

Do czego służy?

Bardzo dobry dla zakręconych. Stosujemy jako normalny żel. Może nie trzyma tak mocno skrętu jak żele drogeryjne, ale trzyma. Fajnie podkreśla skręt i dodatkowo nadaje włosom blask. Ja sama od jakiegoś czasu go stosuję i jestem bardzo zadowolona. Ponadto jest podstawą do kilku innych rzeczy, o tym niżej.

Maska

Przygotowujemy tak jak żel lniany, tylko stosujemy inaczej. Na mokre włosy oraz skalp nakładamy przygotowany żel i trzymamy od półgodziny do godziny a następnie zmywamy. Włosy są błyszczące, nawilżone i odżywione.
Oczywiście nie musimy ograniczać się tylko do lnu w tym wypadku. możemy dodać różne inne rzeczy, w zależności od tego co nasze włosy lubią. Taką maseczkę w "czystej" postaci możemy używać także na twarz. ;-)

Płukanka

Żel lniany z pierwszego "przepisu" rozcieńczamy z wodą aż zrobi się bardziej wodnisty. Tak przygotowaną miksturą wykonujemy ostatnie płukanie.

Jeśli jednak nie po drodze Wam do stosowania tego specyfiku od zewnątrz zawsze możecie siemię lniane pić. Pomoże Wam nie tylko na szybszy porost włosów i paznokci, ale także na kilka innych rzeczy, między innymi na problemy żołądkowe. 

Wiem, że takich postów było już mnóstwo, ale pytanie o żel lniany jest jednym z najczęściej zadawanych mi pytań, więc postanowiłam w końcu o tym napisać.
Mam nadzieję, że dziewczyny które jeszcze o tym nie słyszały (choć wątpię, że takie są :-D), dowiedzą się czegoś nowego.

Stosujecie siemię lniane? W jaki sposób?

Pozdrawiam! 

Kwietniowa aktualizacja włosowa.

Cześć.
Dzisiaj z racji tego, że pierwszy dzień miesiąca czas podsumować włosowe poczynania z kwietnia. Nieco zmienię formę podsumowań i zostanę przy niej chyba na dłużej. :-)


Mniej więcej macie jak wyglądały moje włosy, pierwsze zdjęcie jest tuż po koloryzacji a im dalej w las tym może i lepiej wyglądały, ale jednocześnie mniej rudego zostawało. Tak się wypłukuje. No cóż, tak to już z tym rudym jest! Jutro albo w sobotę znów zafarbuję więc będą tak cudownie intensywne jak na pierwszych zdjęciach.
Moje nowe motto: Spieszmy się kochać rudy, tak szybko odchodzi. :D

No i przechodzimy do podsumowania: 

Kosmetyki do włosów kupione w tym (już zeszłym) miesiącu: tylko i wyłącznie szampon przeciwłupieżowy Green Pharmacy no i farba do włosów
Ulubiony olej: niezmiennie sezamowy, pisałam o nim tutaj klik klik
Ulubiony szampon: Facelle
Ulubiona odżywka d/s: Garnier avokado i masło karite, pisałam o niej tu klik klik
Ulubiona odżywka b/s: Joanna len i rumianek
Przyrost: jestem bardzo zadowolona, bo przyrost w tym miesiącu wyniósł aż 3,5cm! Dodam, ze bez żadnych wspomagaczy.
Długość włosów: w najdłuższym miejscu włosy mają długość około 47cm

W kwietniu walczyłam głównie o to by włosy wróciły do formy sprzed rozjaśniania, muszę powiedzieć, że po części się udało. Włosy są miękkie, lepiej się kręcą, widać, ze są w dużo lepszej formie, na dowód tego wczoraj zrobiłam im dzień z pielęgnacją niemalże minimalną. Użyłam tylko szamponu, odżywki d/s i odżywki b/s. Bez suszarki, bez stylizatorów. Zostawiłam je same sobie.
Jak wyglądały? 


Tak, muszę Was trochę postraszyć! 

Skręt zdecydowanie lepszy, wiadomo że nie będzie tak efektowny jak z suszarką i żelem, ale jednak jestem zadowolona, bo to całkowicie naturalny skręt. 

A jak Wasze włosowe postępy w kwietniu? Chwalcie się, podsyłajcie linki do notek :-) bardzo chętnie Was poczytam.

Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego długiego weekendu! 

PS Jak podoba Wam się taka forma podsumowania? 

Nieidealny ideał. Maska aloesowa, Natur Vital.

Cześć.
Nie można ciągle pisać dobrze, czasami czy się chce, czy się nie chce trzeba napisać źle. Właśnie dzisiaj nadszedł ten moment, że napisać trzeba źle.

Będzie o masce aloesowej Natur Vital, którą kupiłam po przeczytaniu ogromnej ilości postów, które ją wychwalały. Miałam wobec niej ogromne oczekiwania... no i znów przykre zderzenie oczekiwania vs rzeczywistość.


Maska zamknięta w słoiczku, nie jest odkręcany tylko ma taką klapeczkę, którą się podnosi. Niestety często się zacina i ciężko otworzyć, zwłaszcza jak dłonie mamy mokre.
Zapach okropny, mocny, duszący, mocno aloesowy. Konsystencja też jakaś dziwna, trochę jak balsam do ciała, jakaś taka tępa, oporna, no zupełnie mi się nie spodobała.
Stwierdziłam, że przeżyję to wszystko jeśli działanie mi wynagrodzi to nakładanie i smród. Niestety... przeliczyłam się. Włosy mam po niej okropnie sztywne, w ogóle nie chcą się układać, wyglądają jak połamane. Jedyny, duży plus to fakt, że włosy są cudownie miękkie, takie delikatne w dotyku jak u dziecka. Ale co z tego skoro robi mi takie kuku? Próbowałam ją dawać przed myciem, po myciu, na olej, po olej i zawsze to samo, albo włosy połamane. albo puch.
Zostało mi jej już bardzo niewiele, więc zużyję dla samego faktu posiadania miękkich włosów. Najwyżej nie będę na nie patrzeć, tylko dotykać.

Wiem, że dużo dziewczyn bardzo ją poleca, ja jednak nie. Jej cena to około 22zł w drogeriach Natura.

Miałyście tę maskę? Jak się u Was spisała?

Pozdrawiam.

Dzień z życia moich włosów #4

Cześć!
To przedostatnia notka przed świętami, pojawi się jeszcze w sobotę ze świątecznym zdobieniem na paznokciach a później widzimy się we wtorek. Mam nadzieję, że wszystkie przygotowania idą zgodnie z planem!

Dzisiaj postanowiłam zrobić dzień z życia moich włosów. 




Dzisiaj próbowałam sposobu olejowania jakiego jeszcze nie próbowałam. Wyczytałam wczoraj ten patent na blogu u Kasi (którą serdecznie pozdrawiam!) o tutaj i niemalże od razu wprowadziłam go w życie. Do tego celu użyłam odżywki b/s Joanna Naturia wrzos i mięta i mój ukochany olej sezamowy.


Do mycia również dwa produkty. Jako, że niedawno znów zaczęłam mieć problemy z łupieżem zaopatrzyłam się w mój ukochany przeciwłupieżowy Green Pharmacy! Umyłam nim tylko skórę głowy a długość włosów umyłam równie ukochaną Facelle.


A tutaj już odżywki i stylizator. Jako odżywki do spłukiwania używałam najlepszej odżywki świata! Czyli Garnier AiK, natomiast bez spłukiwania znów odżywki z Joanny, tym razem len i rumianek. Jako stylizatora użyłam własnoręcznie gotowanego gluta lnianego, który był tak gęsty, że nie mogłam dobrze oddzielić go od ziarenek co widać na zdjęciu! Oczywiście dziesięciominutowe ręcznikowanie, oraz suszenie w dyfuzorze.


No dzień dobry (nie patrzymy co się dzieje w tle!). Mniej więcej tak wygląda moje włosie i cała facjata. Dodaję zdjęcie przodem, bo chciałam Wam pokazać jak przebija się przez rudy blond i trochę ciemniejsze pasma w okolicach skroni. Niestety na żywo widać to jeszcze bardziej.


Włosie moje kochane ostatnio miało problemy z lekkością, ale w sensie takim że były za lekkie, brakowało im dociążenia i wyglądały jak niezdefiniowane piórka. Dzisiaj jest lepiej, choć dołem ciągle trochę puchu jest i niektóre pasma tak smętnie wiszą.

A na koniec małe.. porównanie.



Zdjęcie po lewej stronie wykonane zostało dokładnie rok temu. Więc na dzień 17.04.2013 moje włosy prezentowały się jak smętne, nijakie strąki.. a co najlepsze! Myślałam, że są piękne. To taki mały motywator dla tych, którym nie bardzo o włosy chce się dbać a powinny. Ja sama jak patrze na to porównanie jestem z siebie dumna! Wiem, że może włosy to marny powód do dumy dla niektórych, ale ja widzę jaki zrobiłam postęp i cieszy mnie to niezmiernie.
Moją przygodę z włosomaniactwem zaczęłam 1 września zeszłego roku, ale to jedyne zdjęcie, które mam całych włosów z okresu kiedy o włosy jeszcze nie dbałam.

A u Was jak z włosami w tym tygodniu?

Pozdrawiam!

Olej sezamowy, czyli najlepszy z najlepszych!

Cześć!
Dzisiejszy dzień pogodą nie zachwyca, dlatego też trochę zwlekałam z rozpoczęciem tworzenia tego posta, jakoś tak weny brak, pochmurno, szaro, brzydko i nic się nie chce.
Jednak obiecałam, więc jestem i piszę. Dzisiaj włosowy dzień, więc będzie coś dla włosów. Nie od dzisiaj wiemy, że oleje są bardzo pomocne w pielęgnacji naszych włosów. Jest ich mnóstwo, każda z nas musi przetestować niemałą ilość żeby znaleźć swój ideał (szczęśliwe te, które trafiły na niego wcześniej niż później).
Zbyt wiele olejów nie przetestowałam, bo zaledwie 4 czy 5, ale wydaje mi się, że swój ideał już znalazłam!


Bez wątpienia jest to olej sezamowy. Mój jest tłoczony na zimno.
Olej jak to olej, konsystencję ma oleistą, tłustą. Nakładanie go na włosy do przyjemnych nie należy, ale dla mnie nakładanie żadnego oleju na włosy nie jest przyjemne.
Jeśli chodzi o zapach to ma, bardzo intensywny, pachnie sezamem, bardzo podobnie jak ziarenka jakie znamy. Na początku trochę mnie odrzucał, ale teraz się przyzwyczaiłam i zapach ten kojarzy mi się z cudownymi włosami!

No właśnie... włosy są po nim nieziemskie! Miękkie, błyszczące, nawilżone. Żaden olej nie działa w taki sposób na moje włosy, cudownie podkreśla skręt, włosy zdecydowanie mocniej skręcają się i chętniej tworzą się "pierścionki". Inne oleje nawilżają moje włosy, ale żaden tak nie robi moim lokom. Polecam go szczególnie dziewczynom, które mają włosy kręcone bądź falowane, bo wiem, że właśnie wśród nich cieszy się on największą popularnością.
Jeśli chodzi o ilość jaką kładę na włosy to ja sobie go nie żałuję, zawsze daję go sporo, bardzo łatwo się domywa. Próbowałam już kłaść na suche włosy, na mokre, na odżywkę. Czasowo również różnie, raz na godzinę, raz na kilka godzin a nawet na całą noc i zawsze efekt był równie dobry.
Nie próbowałam używać go inaczej jak tylko na włosy, więc nie jestem w stanie powiedzieć jak się sprawdza.

Włosy po nim wyglądają mniej więcej... tak:


Cena zależna jest od pojemności no i od miejsca gdzie kupujemy. Ja swoje oleje kupuję w sklepie zielarsko-medycznym. Za butelkę 250ml płacę około 18zł.

A jaki jest Wasz ulubiony olej?

Pozdrawiam!

Dzień z życia moich włosów #3

Cześć!
Dzisiaj czwartek, dzień który na moim blogu będzie poświęconych włosom! Skoro tak to postanowiłam zrobić włosowy codziennik. Moja pielęgnacja od zeszłego piątku była bardzo ograniczona, ponieważ kilka rzeczy musiałam wyeliminować żeby kolor mi dobrze "siadł". Powinnam jeszcze wystrzegać się olei, jednak nie wytrzymałam...


Zestaw na dziś:
Olej: sezamowy, mój ulubiony! Wiedziałam, że moje włosy się z niego ucieszą, bo go uwielbiają. Muszę w końcu poświęcić mu osobny post.
Mycie: wahałam się między Facelle a babydream, zdecydowałam się jednak na Facelle, ponieważ ta zdecydowanie mniej plącze mi włosy. Po babydream są bardzo tępe.
Odżywki: do spłukiwania odżywka L'oreal, która dołączona byłą do farby, postanowiłam ją wykorzystać.
bez spłukiwania. Joanna mak i bawełna, do włosów farbowanych. Wybrałam ją właśnie chyba dlatego, że jest do farbowanych.
Stylizacja: w ostatniej buteleczce widać gluta lnianego, który w końcu jest glutem a nie wodą! Oprócz tego ręcznikowanie (a raczej koszulkowanie) no i suszenie z dyfuzorem.



Mniej więcej tak wygląda to w praktyce. Od dawna nie miałam tyłu lepszego niż przód. Włosy są bardzo miękkie, bardziej błyszczące i widać, że potrzebowały tego oleju w końcu! Kolor nieco się wypłukuje niestety, ale tak to już jest z rudościami.

Pozdrawiam!

Jak zostałam ruda, czyli wiosenne, włosowe porządki.

Cześć Kochani!
Słońce świeci, piękna pogoda, ciepło aż miło! Wiosna, po prostu wiosna... A skoro wiosna to postanowiłam wziąć się za porządki, te włosowe porządki. Od jakiegoś czasu marzył mi się rudy, w zeszłym roku próbowałam ściągać kolor dekoloryzatorem i w ten sposób do tego wymarzonego rudego dojść, jednak nie bardzo mi wyszło o czym możecie przeczytać tutaj.

W tym roku postanowiłam zrobić podejście drugie, jak się okazało skuteczniejsze. Nie chciałam męczyć moich włosów samym rozjaśniaczem więc postawiłam na kąpiel rozjaśniającą, która w moim przypadku składała się za pierwszym i drugim razem z: rozjaśniacza Joanny do pasemek i balejażu+maska Biovax 3 oleje + szampon Garnier, avokado i masło karite, natomiast w przypadku trzeciego razu, rozjaśniacz Joanna do całych włosów + maska aloesowa Natur Vital. 
Rozjaśnianie miałam robione trzy dni pod rząd, zaczynając od wtorku. Na zdjęciu zobaczyć można jak mniej więcej wyglądał efekt rozjaśniania, pierwsze zdjęcie kolor wyjściowy.



Jak widać rozjaśnienie znaczne.Włosy są niemalże proste na zdjęciach po rozjaśnianiu, ponieważ suszyłam je na prosto, na szczotce by dobrze widzieć kolor. 
Jeśli chodzi o kondycję włosów po rozjaśnianiu to jest bardzo dobrze, końcówki, którym się najbardziej dostało poszły do ścięcia mimo wszystko, oprócz tego włosy są jedynie przesuszone i nic więcej im nie dolega. 


Farba na jaką postawiłam to L'oreal Preference, Pure Paprika. Kolor typowo rudy, mocny, intensywny, cudowny. Ciągle zerkałam na opakowanie myśląc kiedy nadejdzie ten piękny dzień i ujrzę taki kolor na swojej zakręconej czuprynie.

Farba sama w sobie jest bardzo dobra i co najważniejsze bardzo wydajna, dwa opakowanie idealnie pokryły całe moje dość długie i bardzo gęste włosy. Farba nie pachnie zbyt intensywnie, przez co nie jest drażniąca.
Zaraz po nałożeniu zaczęłam moje włosie obserwować, zobaczyłam że odrosty robią się... neonowo-pomarańczowe, spoglądałam na resztę i miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Byłam tak zdenerwowana, że pieniądze, czas i kondycja moich włosów poszła się kochać, że nie mogłam usiedzieć na miejscu. Farbę od momentu nakładania trzymałam na włosach 35 minut. Nareszcie nadszedł ten moment i poszłam włosy umyć, zobaczyłam rudy brąz... Już zaczęłam się denerwować, ale postanowiłam dać im szansę. Domyłam, nałożyłam odżywkę bez spłukiwania, żelu, wrzuciłam je do dyfuzora i zaczęłam suszyć, aż się denerwowałam co to będzie jak je z niego wyjmę, ku mojemu zdziwieniu ujrzałam to...


Przepiękny, przecudowny, przeintensywny, przerudy.. rudy! Moja siostra ochrzciła mnie marchewką i nawet zrobiła im zdjęcie z tyłu.


Widać, że są przesuszone, ale to się da naprawić. Po fryzjerze mam podcięte końcówki, całe włosy obcięte są w U i wycieniowane, dzięki czemu lepiej się kręcą i są odbite od głowy.
Jestem przeszczęśliwa patrząc na efekt! Czuję się pewnie, kobieco i  w ogóle nie mogę się na siebie napatrzeć, mam nadzieję, że ten kolor zostanie ze mną na długo.

A Wam jak się podobam w takiej fryzurze?

Pozdrawiam! 

Spóźniona lutowa aktualizacja włosowa.

Witajcie moi Kochani!
Od ostatniej aktualizacji minęło trochę czasu, bo pisałam ją końcem stycznia więc czas nadrobić. Ogólnie miałam plan napisać tę notkę ostatniego dnia miesiąca, ale wtedy akurat mój blog był w przebudowie, później pisałam o innych rzeczach i w efekcie notka pojawia się dzisiaj. Podobno lepiej późno niż wcale.

Jak ostatnio na pierwszy rzut idą nowości kosmetyczne, czyli co tam takiego przez ten miesiąc się trafiło. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu nie będę miała tutaj co dopisać, bo chcę się nieco ograniczyć z zakupami, ale zobaczymy.

OLEJOWANIE 


Przytrafił mi się olej arachidowy. Nie będę kłamać, decydującą rzeczą przy zakupie była piękna butelka. Użyłam raz i było fajnie, muszę przyznać, że pachnie cudownie! Jak ciasto orzechowe. Jeśli chodzi o działanie to nie do końca wiem, nie spuszył mnie a to ważne. 

MYCIE 

Dwa szampony Green Pharmacy, o tym z żeń-szeniem pisałam niedawno o tutaj. Rumiankowy jest bardzo fajny, co prawda dopiero dwa razy go użyłam ale wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie.

ODŻYWIANIE

Do spłukiwania mam Pottersa z jedwamien i aloesem. Pachnie prześlicznie, bardzo fajnie zmiękcza włosy. Bardzo przyjemne są w dotyku. Więcej powiem jak jeszcze potestuję.


A bez spłukiwania malutka kolekcja Joasiek. Ustawione w kolejności chronologicznej. Pierwsza przytrafiła mi się z makiem i bawełną, później z zieloną herbatą i pokrzywą a najnowsza jest z lnem i rumiankiem, muszę przyznać, że niebieska wersja chyba najbardziej przypadła mi do gustu. 

Co do stylizacji to raz zdarzyło mi się zrobić żel lniany, choć bardziej była to woda lniana ale muszę przyznać, że po nałożeniu jej włosy nabrały blasku i takiej witalności. Musze spróbować powtórzyć. 

A jak się mają moje włosy? 

Kilka zdjęć będzie, znów każde innej wielkości i z innej parafii, więc przepraszam bardzo. 

03.02

Piękne wtedy wyszły muszę przyznać. Skręt wysoko, objętość, bez przyklapu. 

13.02
Coś im nie przypasowało, bo skręt nijaki i puchu trochę.

18.02

Przód ładnie wyszedł.

Tył już mniej a to dlatego, że suszyłam je w dyfuzorze podzielone na pół a nie całość i dlatego się tak nierówno pokręciły.

25.02

Nawet jakiś krzywy warkocz się trafił. 

26.02

Muszę Was trochę postraszyć swoją twarzą. 


Po użyciu żelu lnianego. bardzo ładnie błyszczą, może trochę wyprostu jest, ale nie bardzo.

Jak wyglądała moja pielęgnacja? 

Staram się olejować przed każdym myciem, czasami zdarza mi się na całą noc, zauważyłam, że świetnie sprawdza się u mnie olejowanie na odżywkę. Moim ulubionym olejem nadal jest olej sezamowy.
Nie susze z ciepłym nawiewem, zawsze spłukuję włosy zimną wodą. Nie ploppinguję dłużej niż dziesięć minut. 
Przy każdym myciu przez kilka minut wykonuję delikatny masaż głowy, włosy są zdecydowanie bardziej odbite. Używam odżywek bez spłukiwania dzięki czemu włosy są cały czas delikatnie zabezpieczone.
Jestem dumna, bo nie mam ani jednej rozdwojonej końcówki! Niestety trochę zaczęły wypadać, znów muszę się wyposażyć w Vitapil.
Musze wybrać sobie pasemko kontrolne do pomiaru, bo chciałabym mniej więcej kontrolować przyrost. Pojawiło się mnóstwo baby hair!

W tym miesiącu planuję włosy wycieniować i wyhennować. Chce wyrównać kolor i nieco zbliżyć się do rudości. Trzymajcie kciuki.

A jak miały się Wasze włosy w zeszłym miesiącu?

Pozdrawiam! 

Przyjemny, zdrowy kolega. Green Pharmacy, szampon z żeń-szeniem.

Witajcie moi Kochani.
Myślałam, że nie zacznę pisać tej notki, bo miałam mały problem ze zrobieniem zdjęcia, nie wiem czy to światło mi dzisiaj nie sprzyja czy ja mam zły dzień, ale ledwie co udało mi się zrobić zdjęcie jakiekolwiek. Skoro zdjęcie już jest to i notka powstać może.

Dzisiaj będzie o szamponie, z którym na pewno się polubiłam, ale nie do końca. Będzie to szampon Green Pharmacy, do włosów tłustych u nasady i suchych na końcach z żeń-szeniem.


Moim postanowieniem było nie pisać o opakowaniach produktów jakie recenzuję chyba, że są jakoś szczególnie wyjątkowe. Czytałam, że dużo dziewczyn nie lubi tak szczegółowych recenzji, poza tym opakowanie jakie jest widać nawet na zdjęciu, w przypadku tego szamponu muszę napisać, że uwielbiam opakowania Green Pharmacy! Bardzo podoba mi się całokształt, minimalizm etykiety, przezroczysta butelka dzięki której można kontrolować zużycie, jak dla mnie idealne!

Szampon pachnie ziołowo jak większość produktów GP, ale ten jest tak przyjemnie ziołowy, nawet powiedziałabym lekko słodki. Bardzo fajnie się pieni i dokładnie domywa nawet olej. Producent zaleca dwa razy użyć szampon, ale ja robię to tylko w przypadku olejowania. Jest bardzo wydajny, wystarczy naprawdę odrobina żeby dokładnie umyć całe włosy.
To co najbardziej w nim lubię to fakt, że nie pozostawia włosów tępych. niestety jest to cechą szamponów bez SLS, włosy są miękkie, łatwo się je rozczesuje (w moim przypadku rozdziela palcami).
Jednak nie do końca spełnił moje oczekiwania, moje włosy może nie są suche na końcach, ale zdecydowanie bardzo mocno przetłuszczają mi się u nasady, liczyłam, że szampon nieco zminimalizuje tę przykrą przypadłość, niestety, nie udało się.


No i skład, który chyba uległ zmianie od zeszłego roku. Tak jak producent obiecuje, SLSów nie ma, parabenów nie ma, ale jest silikon, który znajdziemy pod nazwą PEG-12 Dimthicone. Jest też panthenol. W składzie nie ma żadnych substancji alergizujących.

Chętnie kupię go ponownie, ale póki co zakupiłam jego brata z rumiankiem, zobaczymy czy spisze się równie dobrze jak ten.

Lubicie szampony z GP? Jaki jest Wasz ulubiony i dlaczego? 

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...